Naturalne wzniesienie, dodatkowo podwyższone ziemią z otaczającej go fosy. Pierścień muru z polnych kamieni i cegły, z jedną bramą od północno-zachodniej strony. Zamek Wredenhagen, który do 1296 roku należał do panów z Werle. To ziemie połabskich Słowian i ich księstwa na terenie Meklemburgii. Jego nazwa wywodzi się od jednego z obodrzyckich grodów Orle-Werle, który w XII wieku odgrywał istotną rolę w walkach Obodrzyców z Sasami podczas krucjat połabskich, czyli wypraw wojennych niemieckich feudałów, wspieranych przez niektórych polskich książąt, prowadzonych z upoważnienia papieża Eugeniusza III przeciwko Słowianom połabskim.
Kamienny donżon z mieszkalnymi i gospodarczymi budynkami. Niezwykłe miejsce, zamknięta w sobie przestrzeń. Po okresie słowiańskim trafił w ręce margrabiów brandenburskich, by następnie, na mocy pokoju w Rendsburgu zawartego podczas wojny pomorsko-brandenburskiej w 1329 roku, powrócić do pierwotych właścicieli. Po wygaśnięciu linii Werle w XV wieku meklemburscy książęta z radością przejęli go w posiadaniem. Jednak już po 1586 roku przestał pełnić funkcję książęcej rezydencji.
Urządzono tu folwark, dzierżawiony przez okoliczną niższą szlachtę. W murach wybito wyrwy, by ułatwić dostęp do pobliskich pastwisk, a zabudowania uzupełniono obiektami w konstrukcji szachulcowej. Pod koniec XVII wieku car Piotr Wielki miał uczyć się tutaj kowalstwa. Domena była dziedziczona i rozbudowywana, powstała gorzelnia oraz parowy młyn. Wreszcie, na początku XX wieku, gmina zakupiła obiekt i urządziła w nim szkołę, działąajcą do dziś. Od Słowian broniących swojej życiowej przestrzeni, przez folwark, aż po edukację i turystykę.
Mnie najbardziej podobają się stare, okrągłe mury, dziewanna i słoneczniki.
Dwór w Fincken przez długi czas cieszył szlachecką rodzinę von Blücher. Był jej rezydencją, miejscem prowadzenia działalności gospodarczej i codzienności, narodzin i śmierci, smutków i radości. Wzniesiono go w 1801 roku pod wpływem berlińskiej szkoły architektury, w latach 1850-1860 dobudowano od strony parku halową przybudówkę w stylu gotyku tudorskiego. W pierwszej połowie XIX wieku założono także park krajobrazowy z mauzoleum.
Po zakończeniu II wojna światowa popadł wywłaszczony w ruinę. Wyremontowano go wprawdzie w latach 1974-1975 na socjalistyczne potrzeby rekreacji, a po zmianie ustroju służył podobnym celom w nowo rodzącej się demokracji, jednak w finansowym zamęcie ostatecznie opustoszał i zmarniał. Otaczający go park zarósł, a tudorska przybudówka wygląda trochę jak wagon doczepiony do nieruchomego składu.
O dziwo, stojący tuż obok Dom Kawalerów wzniesiony pod koniec XVIII wieku jako rezydencja „przy nowym Fincken” ma się doskonale. Wynajmuje pokoje, serwuje wykwintne dania, relaksuje jogą i sauną, prowadzi ścieżkami nad jeziora Fincken.
Dwór Ludorf pyszni się natomiast pełnią blasku po renowacji i dynamicznie rozwijającą się działalnością turystyczną. Szczęście sprzyjało mi niejeden raz. W zamierzchłych czasach na wzgórzu stał zamek Morin, należący prawdopodobnie do rodu, który przybył do regionu wraz z Henrykiem Lwem podczas chrystianizacji. Słowianie, od wieków zamieszkujący te tereny, zostali wyparci, a Wipert von Morin nakazał wybudować ośmiokątny kościół parafialny ,wzorowany na kościele Grobu Pańskiego w Jerozolimie.
Wojna trzydziestoletnia zniszczyła zarówno zamek, jak i ród Morin, który wygasł. Ostatnia córka wyszła za mąż za Jakoba Ernsta von Knutha i urodziła dwóch synów, wysłanych jako dzieci na duński dwór w charakterze paziów. Starszy z nich, Adam, dorastał u boku przyszłego króla Christina V, awansował do rangi lorda szambelana i odziedziczył Ludorf. Polecił wznieść nową siedzibę w stylu duńskiego renesansu ceglanego. Do fundamentów użyto granitowych kamieni ze starego zamku Morin. Nad wejściem znajduje się drewniana belka z napisem: „Moritz, Jakob, Joachim Gebroder de Knuth. Anno Domini 1567” (Moritz, Jakob, bracia de Knuth. Roku Pańskiego 1567), starsza niż sam budynek.
Dziś w dworze działa hotel i restauracja. Można tu przyjść na jogę, zorganizować sobie urodziny, wyprawić wesele, zadbać o twarz, doenergetyzować ciało. W każdy czwartek odbywa się bezpłatne zwiedzanie, można też pohuśtać się w parku za dworem. Można wiele. A można również po prostu być i cieszyć się chwilą ciszy.