Rozmach przestrzeni. Ludowe święto. Germańsko. Nad Wezerą. Sielanka rozkołysanych wiatrem kłosów.
U podnóża wzniesienia Bückeberg znajdowała się szeroka na czterdzieści metrów trybuna mówcy, przypominająca piramidę, a na górze – niemal stumetrowa trybuna honorowa dla trzech tysięcy osób. Pomiędzy nimi: „droga Führera“ - osiemsetmetrowe podwyższenie biegnące przez sam środek łąki. Albert Speer zaprojektował tu spotkanie miasta i wsi. Ideologiczna pętla zaciskająca się wokół umysłów.
Czerwiec - „Miasto i wieś ręka w rękę“ - idea narodowej wspólnoty. Owalny obszar łąk otoczono masztami z flagami ze swastyką. Rolnicy nie przybywali jednak tak licznie, jak oczekiwaliby naziści. Maskowano ten fakt, wystawiając grupy w strojach ludowych. Znaczna część publiczności przyjeżdżała z miast: Hanoweru, Brunszwiku, Mindenu i Herfordu. Duży odsetek widowni stanowiły kobiety i dzieci. Do udziału w uroczystości zobowiązywano również urzędników oraz członków NSDAP.
Sierpień - „Nasz chleb z własnej ziemi” - hasło gospodarczej samowystarczalności. Tradycję dożynkową, zakorzenioną także w chrześcijaństwie, naziści świadomie przejęli i przekształcili. Budowano ideologiczny i emocjonalny związek wiejskiej ludności z reżimem. Wykrzykując hasła kojące lęk przed obcym, innym i nowym, przejmowano władzę zarówno nad państwem, jak i nad ludzkimi umysłami.
„To święto dziękczynienia wobec Stwórcy daje kościołowi okazję do wskazania na posłuszeństwo wobec boskiego porządku stworzenia, którego znaczenie zostało nam na nowo i z większą jasnością przybliżone szczególnie przez świat idei narodowego socjalizmu“ – tak, uwiedziony ideologią, głosił w 1933 roku Ewangelicki Urząd Krajowego Kościoła w Hanowerze.
Wrzesień - „Pod żniwnym wieńcem” – naziści nie stronili od nawiązań do chrześcijaństwa. Oddawali mu ukłon, wiedząc, że tylko w ten sposób trafią do wszystkich.
Jest maj.
Stoimy u stóp wzgórza Bückeberg. Chyba nikt w pierwszej chwili nie potrafiłby się powstrzymać od zachwytu – krajobraz łagodnych, malowniczo rozsianych wzgórz, meandrująca Wezera, nieboskłon z białymi cumulusami, ciepły powiew wiatru, soczysta zieleń, sielanka jak z obrazka.
Mieszkałam w tych okolicach przez dekadę i nie słyszałam wówczas, by to miejsce miało jakiekolwiek znaczenie historyczne. Prostokątne tablice, wystające jak zadry z boku tego wzniesienia, nie wróżą jednak niczego dobrego.
Dożynki były jednym z trzech najważniejszych masowych wydarzeń - obok zjazdów partyjnych w Norymberdze i obchodów 1 Maja w Berlinie - organizowanych corocznie przez NSDAP. Po dwóch pierwszych zostały budynki. Po trzecim – wzgórze i wstyd.
Pięć razy zbierano się tutaj w euforii politycznego triumfu. Pięć pęczniejących nienawiścią lat.
1933-1937.
Dwieście piętnaście specjalnych pociągów przywoziło uczestników do pobliskiego Hameln. Na dworcu co dwie minuty zatrzymywał się kolejny skład, z którego wysiadało co najmniej tysiąc osób. W ostatnich latach liczba uczestników sięgała miliona. Inni przybywali autobusami, samochodami, zaprzęgami konnymi oraz statkami. Planowano nawet połączenie z autostradą (dzisiejszą A2). Noce spędzano albo w Hameln, albo w miasteczku namiotowym rozstawionym wokół wzgórza. Całość poprzedzała agresywna kampania reklamowo-propagandowa prowadzona za pomocą broszur, plakatów, filmu, prasy i radia – to stąd wzięły się comiesięczne hasła.
W pierwszą niedzielę po święcie św. Michała Archanioła nad terenem uroczystości unosiły się balony Wehrmachtu wskazujące uczestnikom drogę. Ci, którzy przypływali statkami, maszerowali szóstkami po specjalnie wybudowanych schodach. Najpierw występowały grupy w strojach ludowych oraz oddziały SA. Gdy oddawano dwadzieścia jeden salw armatnich, pojawiał się Adolf Hitler. Dokonywał przeglądu Reichswehry (przemianowanej później na Wehrmacht), po czym powoli, przy dźwiękach Badenweiler Marsch, przechodził osiemsetmetrową „drogą Führera” ku trybunie honorowej, gdzie krótkim przemówieniem witał go Joseph Goebbels.
Później, po odebraniu żniwnej korony z rąk małego chłopca, Hitler wraz z ministrami Rzeszy ponownie schodził środkową drogą ku trybunie mówcy. To był centralny punkt programu, moment największej ekstazy i uniesienia tłumu. Podczas tego marszu „przez naród” niektórym „szczęśliwcom” udawało się dotknąć swojego przywódcy - na żadnym innym masowym wydarzeniu nie było to możliwe.
Później rozbrzmiewały przemówienia: Führera oraz przywódcy rolników Rzeszy, Walthera Darrégo. Wspólnie śpiewano Deutschlandlied oraz pieśń Horsta Wessela, a wydarzenie wieńczył pokaz sztucznych ogni.
W 1933 roku uroczystość rozpoczęła się o dziewiętnastej, co skończyło się organizacyjnym chaosem. Od 1934 roku ruszano więc w południe, a fajerwerki zastąpiono zrzutem setek spadochroniarzy z flagami ze swastyką. Od 1935 roku w uroczystości brały udział oddziały Wehrmachtu. Gdy Hitler docierał do trybuny honorowej na górze, w dole odbywały się pokazy niemal wszystkich rodzajów wojsk - z udziałem artylerii, czołgów i samolotów bombowych. Kulminacją było zniszczenie specjalnie zbudowanej wioski, którą ostrzeliwano i podpalano na oczach widzów. W pokazie brało udział około dziesięciu tysięcy żołnierzy.
Tłum przyjmował całą oprawę z entuzjazmem. Jedność i wróg. Ludowe święto stawało się widowiskiem wojennej siły.
Po wojnie usunięto drewniane trybuny, a ich fundamenty zalesiono. Przez długi czas nikt nie pamiętał o wydarzeniach z lat 1933–1937. Milczenie społeczności trwało dziesięciolecia. Dla wielu mogłoby trwać do dziś. Dopiero gdy w gminie przedłożono projekt zabudowy stoku, miejscowy historyk zgłosił protest i złożył wniosek o ochronę wzgórza, który w 2011 roku rozpatrzono pozytywnie. Od 2021 roku działa centrum dokumentacyjne: rozstawiono tablice chronologicznie opisujące zarówno przebieg tamtych uroczystości, jak i rzeczywiste zamiary nazistów. Część mieszkańców pobliskiej wsi Hagenohnsen protestowała przeciwko tej inicjatywie.
Dzisiaj tablice boleśnie wrzynają się w społeczną niepamięć. Zrywają zmowę milczenia dwóch pokoleń – sprawców i ich dzieci. W minionym roku do kin wszedł film dokumentalny „Das Ungesagte” („To, co niedopowiedziane”) – zapis rozmów z wciąż żyjącymi Niemcami urodzonymi przed wojną. Zdania: „tak wtedy było” i „co mogliśmy zrobić jako młodzi ludzie” brzmią jak głuche echo tamtego wzgórza.
Wykrzyczeliśmy stąd śmierć milionom ludzi, a potem próbowaliśmy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Nadaremnie. Echo zawsze wraca.