Margrabia Otton IV rozkazał w 1287 roku założyć klasztor, w którym dwa lata później, również na jego polecenie, zamieszkało 12 mniszek z klasztoru cysterek z Neuendorfu.
Od 1516 roku zaczęła krążyć legenda opowiadająca o profanacji świętej Hostii, przypisywanej Żydowi. Zgodnie z ówczesnym średniowiecznym schematem miał on, ów nieszczęsny człowiek, ukraść Hostię z kościoła w Techow i zakopać właśnie tutaj, pod szubienicą, na której zawisnął za karę. W miejscu jej pochówku miały wydarzać się cuda, cokolwiek by to oznaczało, i to właśnie tam ugruntowano klasztor. Co ciekawe legenda ta narodziła się w okresie fali prześladowań Żydów w Marchii Brandenburskiej, zapoczątkowanej w 1510 roku.
Jeszcze ciekawsze jest to, że w 1532 roku ksieni Anna von Rohr zleciła wykonanie cyklu obrazów przedstawiających tę legendę, opartych na piętnastu drzeworytach. Miały one ozdobić kaplicę Grobu Pańskiego, wzniesioną na początku XVI wieku. Jej budowa, zbiegająca się z rozbudową opactwa, legendą o Krwawej Hostii oraz domniemane cuda miała jeden celu – powtórzenie sukcesu pobliskiego
Bad Wilsnack. Skoro tam cuda przyczyniły się do gospodarczego rozkwitu miasta, dlaczego nie miałoby się to powtórzyć również tutaj, w Heiligengrabe? Siła napędowa wiary, brzęk talarów, wieczność dusz.
Klasztor we współczesnych czasach wydał oficjalne oświadczenie, że legenda o rzekomej profanacji Hostii nie pochodzi z czasów jego założenia, ale jest wytworem XVI wieku. Na fali antysemityzmu podjęto próbę osiągnięcia w ten sposób celów ekonomicznych. Mało znany klasztor chciano podnieść do rangi miejsca pielgrzymkowego, ale znaczenie miały także aktualne konflikty religijne oraz nadciągająca reformacja. Ksieni marzyła nie tylko o dobrobycie, ale i o skutecznym sprzeciwie wobec Martina Lutra, czyli o obronie wiary katolickiej.
Reformacja nie ominęła oczywiście klasztoru. Gdy elektor Joachim II w 1539 roku wprowadził ją w Brandenburgii, ksieni Anna von Quitzow oraz przeorysza Elżbieta von Avensleben odmówiły nawrócenia i na rok opuściły klasztor. Od 1552 roku zarząd nad nim przejął jednak męski administrator, a po wojnie trzydziestoletniej siedzibę swoją miała tutaj fundacja protestanckich kobiet, kierowana przez dominę. Przyjmowano głównie niezamężne córki zamożnych rodzin szlacheckich, które zdobywały tu wykształcenie i oddawały się modlitwie. Zamiast katolickiego miejsca pielgrzymkowego powstało więc protestanckie zgromadzenie kobiet z bogatych domów.
W 1722 roku rozpoczęto budowę budynków mieszkalnych przeznaczonych dla zamożnych kanoniczek wokół tzw. Placu Dam. Opactwo utrzymywało się z nabytych majątków, pruskiej pańszczyzny oraz wsi należących do klasztoru. W 1811 roku pozbawiono je większości własności, pozostawiając jedynie trzy majątki ziemskie. Wówczas ksieni Luise von Schierstedt zdecydowała się przekierować działalność zgromadzenia na cele charytatywne – założyła szkołę z internatem dla ubogich dziewcząt ze szlacheckich rodów, sierociniec, a także rozwinęła działalność społeczną obejmującą pomoc biednym oraz opiekę nad sierotami, osobami starszymi i chorymi.
Lubię Heiligengrabe. Jego historia bywa oburzająca, ale dziś to miejsce spokoju i zadumy. Spędziłam tu dwa weekendy medytacyjne, podczas których wpatrywaliśmy się w ścianę, w milczeniu przygotowywaliśmy posiłki i odpoczywaliśmy na spacerach oraz w swoich pokojach. Zdecydowałam się na pobyt w starym klasztorze i nocami nie mogłam zasnąć, słysząc trzeszczące drewno i wyobrażając sobie, że to być może katolickie bądź ewangelickie siostry powracają w stare kąty. Lubię spacerować po Placu Dam, po ogrodzie pełnym aromatycznych ziół, zaglądać do muzeum i kaplicy Grobu Pańskiego. Lubię widzieć przebiegającą ksienię, przygotowującą się do spotkań bądź nabożeństw. Zgromadzenie jest niewielkie, ale żywe. Przez cały rok przyjmuje gości na różne warsztaty i wykłady, odbywają się koncerty, wystawy, odczyty. Dobrze być jednym z nich. To trochę, jak kolektywne wybaczenie.