Gdy mieszkańcy Wilsnack w ogromnej pobożności wspólnie udali się do Havelbergu na święto konsekracji katedry i w mieście nie było nikogo, rycerzowi Heinrichowi nie przyszło nic lepszego do głowy, jak skorzystać z tej świętej nieobecności. Rycerz – najeźdźca, o niepohamowanym apetycie na ziemskie dobra, zadziorny i buńczuczny, zachłanny, bezpardonowy. Rościł sobie prawa do Wilsnack i okolicznych wiosek. Popadł w konflikt z ich właścicielami – Henningiem, Klausem i Gericke von Möllendorf oraz biskupstwem Havelbergu. Może to nim kierowało? Gdy owieczki u biskupa pokornie się zebrały, on 16 sierpnia 1383 roku najechał ich osadę i spalił ją bez skrupułów?
I tutaj z dymu spalenizny i mroku dziejów wyłania się powracający z Havelbergu ksiądz Johannes Calbutz, który zatrzymał się w dotkniętym tragedią Wilsnack i z troską skierował swego konia do kościoła. Pogorzelisko nie pozostawiało żadnej nadziei, jednak Johannes przeszukał ruiny. Najpierw wydobył z gruzów stopioną rudę dzwonową. A gdy dotarł do miejsca, gdzie znajdował się ołtarz, znalazł tam zwęgloną dębową deskę płyty ołtarzowej, w której wyrzeźbiono wnękę na trzy konsekrowane hostie. Smutny pojechał do sąsiedniego Luben, gdzie noc spędzali pozbawieni dachów nad głową mieszkańcy Wilsnack. Noc ciężka. Wciąż we śnie słyszał płacz małego dziecka i jego głos, namawiający go do powrotu do kościoła i odprawienia mszy. 24 sierpnia ksiądz Johannes wraz z mieszkańcami wrócił do kościoła, gdzie znalazł zwęgloną płytę ołtarzową przykrytą obrusem, na którym leżały trzy hostie, nietknięte przez ogień. Każda z nich nosiła kroplę krwi.
I cudowne wydarzenia zaczęły nabierać tempa. W kościele w Lubinie, gdzie gromadzili się pogorzelcy, płonęło pięć świec, z których dwie nagle zgasły podczas mszy. Trzy pozostałe zostały uroczyście przeniesione do Wilsnack. Pomimo wiatru nie zgasły. Na tę wieść biskup z Havelbergu, Dietrich II, udał się do Wilsnack, żeby zobaczyć cud na własne oczy. Odprawił mszę, podczas której umieścił czwartą hostię wśród trzech zakrwawionych – krwawe plamy na trzech stały się większe. Dla duchownego nie było żadnych wątpliwości – to był eucharystyczny cud.
Bieg zdarzeń przyspieszył, a po okolicy zaczęły krążyć wieści o niezwykłych zjawiskach.
Niejaki Dietrich Wenkstern, rycerz, wyśmiał hostie i natychmiast oślepł. Przerażony zaczął oddawać cześć Bogu i świętej mocy komunikantów oraz przyrzekł coroczną pielgrzymkę pokutną do Wilsnack, co przyniosło mu odzyskanie wzroku.
W 1388 roku westfalski szlachcic Geismar Berthold von Hansen miał zostać napadnięty i powieszony przez rycerza Konrada Spiegla. Geismar błagał w rozpaczy o pomoc cudowne opłatki, a że jego stręczyciel przez pół dni nie mógł go powiesić, zarzucił w końcu swoje zamiary, wypuścił go wolno i poprosił o wybaczenie. Uratowany mężczyzna niemal natychmiast wyruszył z do Wilsnack, by pielgrzymką podziękować za ocalone życie.
Duchowa maszyneria nabierała rozpędu, pociągaj;c za sobą także materialne dobra dla bardziej przedsiębiorczych mieszkańców Wilsnack. 20 lutego 1384 roku papież Urban VI udzielił osadzie odpustu na budowę ceglanego kościoła pielgrzymkowego. Rozgłos cudownych hostii rozlewał się po Europie i w XV wieku miasto awansowało do rangi piątego najważniejszego celu pielgrzymkowego w zachodnim chrześcijaństwie. Już w XIV wieku pojawiły się na rynku odlane w Havelbergu odznaki pielgrzymkowe, a do Wilsnack licznie pielgrzymowali Czesi, na co w 1403 roku zareagował Jan Hus wyrażając swój kategoryczny sprzeciw wobec czci cudownej krwi. W 1433 roku do Wilsnack pielgrzymowała angielska mistyczka Margery Kempe, która opisała swoją drogę w autobiograficznej „Księdze Margery Kempe”.
Jednak były też próby sprowadzenia całej tej sytuacji na ziemię, i to ze strony kościelnej. W 1443 roku teolog Heinrich Tocke, członek magdeburskiego synodu, zbadał zakrwawione hostie i stwierdził, że są one jedynie mieszanką okruchów i pajęczyn. Reakcja najbardziej zainteresowanych popularnością pielgrzymkowego miejsca, czyli biskupa Konrada von Lintorff z Havelbergu i elektora brandenburskiego Fryderyka II, była natychmiastowa. Przy papieskim poparciu franciszkański teolog Maciej Döring przygotował na zlecenie elektora oświadczenie, które odpierało argumenty Magdeburga. Do zakazu uznania cudu nie doszło. W 1447 roku papież Eugeniusz IV wydał dwie bulle papieskie, popierające kult eucharystyczny w Wilsnack, a sam kościół wykorzystywany był politycznie. Odbywały się w nim zgromadzenia ówczesnych książąt i władców: tu ustanowiono w 1440 roku Order Łabędzia, w 1472 roku odbyło się spotkanie z królem Danii Christianem I, a w latach 1476 i 1479 z książętami północnoniemieckimi.
Jednak choć jeszcze na początku XVI wieku rozpowszechniano wydania „Legendy Wilsnack”, próbując ratować spadającą popularność kultowego miejsca, na niewiele się to zdało. Reformacja pożerała kościelne terytoria z imponującą siłą i zapałem. W 1539 roku po nabożeństwach protestanckich jeszcze odbywały się katolickie, jednak ówczesny pastor Joachim Ellefeld, który nie zgadzał się z kultem Eucharystii, 5 czerwca 1552 roku włamał się w towarzystwie dwóch wspólników do zakrystii, rozbił monstrancję i spalił znajdujące się w niej cudowne hostie. Katedralna kapituła Havelberg uwięziła go najpierw w zamku
Plattenburg, ale pastor został zwolniony na rozkaz elektora Joachima II i wygnany z kraju.
170-letni okres pielgrzymek do Wilsnack wraz ze spłonięciem Sakramentu zaczął przechodzić do historii. A wraz z nim gospodarczy cud miasta. I jego na wierze w cuda oparta świetność. Niektóre źródła używają nawet określenia: upadek miasta.
Dzisiaj jest w Bad Wilsnack ponuro. Miasteczko zamarłe w przeszłości, zatrzymane w pielgrzymkach i zakleszczone w żalu po minionym. Gotycki kościół pw. św. Mikołaja nosi w sobie wiele śladów minionej chwały i sławy. Największym z nich jest kaplica Świętej Krwi, miejsce przechowywania cudownych hostii, a tym samym centralny punkt pielgrzymek. Wbudowane w ostrołukową niszę w ścianie, z drewnianą obudową. Szczyt ozdobiony dwoma aniołami trzymającymi w górze monstrancję z Najświętszą Krwią, zewnętrzne płyciny drzwi przedstawiają mszę gregoriańską odprawianą przez papieża Grzegorza I z łacińskim napisem: „Oto adoracja zbawienia … cudowna dla moich oczu”. Wewnętrzne przedstawiają świętą Trójcę i Jezusa w motywie Ecce homo (oto człowiek). W środku nie ma nic. Cudowne hostie, albo to, czym tak naprawdę były, zniszczył człowiek przekonany o słuszności swojej wiary. Ani on, ani ci, którzy w hostie wierzyli, nie mogą poszczycić się racją. Świat toczy się dalej, zmieniają się tezy i doktryny, wybuchają wojny, odchodzą przywódcy, religie tracą na znaczeniu, a na ich miejscu powstają nowe. Jedni wierzą w znaki, inni słowu, jeszcze inni łączą kropki, których drugi nigdy by nie dostrzegł. Na ambonach naszych możliwości opowiadamy sobie własne prawdy, przekonujemy do jedynej prawdziwej i słusznej drogi, drwimy, szepczemy zaklęcia, odkrywamy powiązania, głębokie sensy i wyjątkowe miejsca. Czujemy się wybrańcami losu i drżymy przed końcem świata. Pielgrzymujemy też, choć nasze cele nastawione są na samorealizację, a nie na zaskarbianie sobie niepewnego życia po śmierci.
Do Bad Wilsnack wciąż można dojść szlakami, którymi w średniowieczu szli wierni. Na fali ich mody odtworzono kierunkowskazy i zaznaczono na internetowych mapach. Zrezygnowano jednak z prób zarabiania na tym fakcie. Pieniądze łatwiej spływają ze społecznościowych platform, gdzie ozdobiona świecidełkami czaszka może przynieść krocie. Współczesna mieszanka okruchów i pajęczyn.