Inna twarz Rzymu.
Mieszanka starożytnej Grecji, średniowiecza, manieryzmu, gotyku. Trochę baroku, art déco i secesji, po włosku zwanej Liberty. Fasady baśniowe, mityczne, przyprawiające o dreszcz. Fontanna Żab, o której krąży niesłychana legenda związana z zespołem The Beatles. Muzycy mieli w 1965 roku, po koncercie zagranym w pobliskim klubie Piper, wskoczyć do niej w ubraniach. Grupa rzeczywiście zagrała w tym czasie w Rzymie, ale w Teatrze Adriano, czyli w zupełnie innej dzielnicy. Do nowo powstałego, a już kultowego klubu Piper miał ich zabrać dziennikarz Gianni Mina. Widząc jednak w gigantyczny tłum i kolejkę przed lokalem, mieli uciec i tego gorącego czerwcowego wieczora wskoczyć w ubraniach do żabiej fontanny.
Nie ma po tym wydarzeniu żadnego śladu. Ani zdjęcia, ani potwierdzenia samych muzyków. Zaprzeczenia jednak też nie;)
A swoją drogą historia samego klubu Piper jest fascynująca i warto o nim poczytać.
Do dzielnicy Coppedè najlepiej wejść oficjalnie od strony Via Tagliamento. Pod wielkim łukiem, gdzie między balkonami wisi duży żyrandol z kutego żelaza, wchodzimy prosto na główny plac Piazza Mincio. To na jego środku wznosi się Fontana delle Rane, czyli Fontanna Żab z 1924 roku.
„Inferno” i „Ptak o kryształowym upierzeniu” Dario Argento, „Omen” Richarda Donnera, „Zapach damy w czerni” Francesco Barilliego, „Il cielo in una stanza” Carlo Vanziny, „Dom Gucci” – jeżeli rozejrzymy się wokół, od razu zrozumiemy, dlaczego kręcono tu tak wiele filmów, szczególnie horrorów;)
Dwadzieścia sześć palazzine i siedemnaście villini zaprojektowanych przez Gino Coppedè, którego motto, notabene wyryte na murach Palazzo del Ragno, brzmiało:
„Przekazuję zasady sztuki współczesnej poprzez przykład dawnych mistrzów”.
Podnieś głowę i popatrz dookoła.
Mityczne zwierzęta, rzeźbione potwory, tajemnicze symbole, freski, wieżyczki. Jakby istniał tutaj zupełnie inny, zagadkowy i somnambuliczny świat. Jakby fasady tych domów oddzielały nas od jego wnętrza, od magii, a jednocześnie informowały o tej nieosiągalnej dla nas rzeczywistości. Jakbyśmy szli w skorupie ziemskiej cielesności i na krótką chwilę przeniknęli jednym nerwem, jednym błyskiem doskonałego zrozumienia w coś, w co nigdy nie uwierzymy. Co zracjonalizujemy w kolejnej chwili, gdy znów zanurzymy się w fizycznej powłoce.