Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2011    Teheran 4.30
Zwiń mapę
2011
09
kwi

Teheran 4.30

 
Iran
Iran, Teheran
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 5359 km
 
Ciemne miasto jasne obrazem migoczących neonów. Pustka ulic, świeżość górskiego wiatru, zielone oliwki wysypują się z bilbordów, uliczna sygnalizacja czerwieni się lekką sugestią ewentualnego ustąpienia pierwszeństwa. Lekką. To symbol uprzejmości i znaku uwagi na innych przejeżdżających. Jednak nie trzeba tego brać na serio. Wyjechać do przodu i jeśli czerwień nie jest kombinowana z wyświetlającymi się, też czerwonymi, sekundami, można jechać. Jeśli jest - to trzy sekundy o tej porze wystarczają w zupełności.
Miasto odpoczywa. Śmieciarz zamaszyście na środku skrzyżowania zmiata kupkę zebranych ze środka śmieci do studzienki kanalizacyjnej. Nie wygląda na niewyspanego. Jakiś mężczyzna maszeruje sztywno wyprostowany na przełaj przez szary plac, jakieś mieszkanie w jednym z prostokątnych, betonowych kloców oświetlone nagą żarówką.
Miasto jest czarno-świetliste. Kot jęczy w rozpaczy prokreacji. Nie świerszczą cykady, nie śpiewa słowik. Na pakach wozików jadą pomarańcze, cebule, arbuzy, ktoś sprzedaje przy ruchliwej trasie zielone migdały.
Teheran wzburzonych rewolucji i przesadnych religijnych obyczajów utulony potrzebnym snem. Wojownicy z plakatów marnieją, prezydent nie myśli o atomowej przyszłości, ropa płynie rurami dokąd trzeba. Kwestia zagrożenia, wycelowanych rakiet, pieniędzy i kotłujących się biznesów nie przemija żadnego poranka, ale zanika na godziny nocne, które przynoszą równy oddech.
Teheran parków i zieloności. Skarbów kultury i dumy walki. Wielkich ludzi i momentów. Miasto sen, miasto śnieżnej ognistości, miasto porywczego spokoju.

Na lotnisku karnawał chaosu i tego spokoju mimo wszystko. Samolot startuje nie o zaplanowanej 7.20, ale po 9, choć i to wcale nie jest pewne. Po osobnej męskiej i żeńskiej kontroli walizek wszyscy chcą oddać bagaże. Jednak trzeba długo czekać na otwarcie okienek, ogonek wydłuża się zniechęcając mnie skutecznie do jego wzmocnienia. Gdy w końcu otwierane są po kolei stanowiska odprawy tłum rusza do przodu, kotłuje się, przeciska, naciska i tłamsi. Dodatkowe trzy z drugiej strony ratują mój błogi spokój poranka. Jeszcze tylko wizyta u znudzonego strażnika granicznego, który z potężnym ziewnięciem wbija stempel wyjazdu. I muzułmańska kontrola osobista, sprawne ręce odzianej w czarne szaty kontrolerki na ciele europejskiej wolności. Robi to z uwagą i dokładnością krawca. Puszcza dalej. Do hali, gdzie trzeba ileś godzin czekać na niezrozumiale opóźniony samolot. Nikt nie wie skąd, nikt nie wie kiedy, tablice informacyjne informują mało precyzyjnie. W końcu przychodzi ładnie umundurowany Irańczyk i wysyła wszystkich pod numer 25. Tam, obok czekających na samolot do Tbilisi, ci do Frankfurtu. którzy nie wiedzą, czy lecą przez Belgrad, Budapeszt, Wiedeń, czy może jednak prosto do celu. Nieważne. Po takiej dezorganizacji wszyscy chcą już po prostu dokądkolwiek lecieć.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (2)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (8)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2011-06-18 13:14
tak...pamiętam jak czekaliśmy 3 lata temu na samolot 12 godzin....wtedy to juz faktycznie wszystko jedno gdzie....byle lecieć :-)))
 
zula
zula - 2011-06-19 10:29
Dziękuję za wspaniałą wyprawę .
Życzę kolejnych interesujących podróży - , pozdrawiam !
 
mamaMa
mamaMa - 2011-06-20 21:39
Dziękuję.
Zawsze szkoda, jak coś się kończy...ale nowe już tuż, tuż!
 
mirka66
mirka66 - 2011-06-21 06:42
Cos sie konczy i cos nowego sie zaczyna.Zawsze pozostaja wspomnienia.
 
turysta zapieckowy
turysta zapieckowy - 2011-06-21 11:35
no chyba jednak nie bylo obojetnie po 12 godzinach czekania byle by gdziekolwiek poleciec np na Magadan to chyba by Pan nie polecial ?
 
pobozny Polak
pobozny Polak - 2011-06-21 11:38
jak dobrze ze sie ten Iran skonczyl tak to... wiec zaspiewajmy wspolnie" Ciebie Boze wielbimy"
 
prawie wszystko wiedzacy
prawie wszystko wiedzacy - 2011-07-25 16:09
a jednak jest tak jak przwidywalem "mamama" stracila wene w duzym miescie ale za to znalazla "Schatz" i to jaki..... tak ..... ze az zapomniala pisaniny na blogu "tam jest twoje serce gdzie skarb" mam nadzieje ze ten skarby jest jedyny i takim pozostanie...
 
mamaMa
mamaMa - 2011-08-08 23:02
Schatz i to jaki Schatz...
Wena jest, jak na razie włóczy się nieustannie po świecie, stąd ogólne opóźnienia.
Schatz wenę pogłębia...inspiruje...motywuje...czyli spełnia swoją rolę na medal!
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 17.5% świata (35 państw)
Zasoby: 1300 wpisów1300 5191 komentarzy5191 19724 zdjęcia19724 1 plik multimedialny1