Walter Brune inwestuje to tu, to tam. Architekt, inżynier, przedsiębiorca, zarządca nieruchomościami. Przez 20 lat projektował domy towarowe Karstadt, a dla szacha perskiego stworzył plan nowego miasta nad morzem Kaspijskim - Namak Abroud. W Niemczech od lat 80. zajmował się rozwojem galerii handlowych w centrach miast - ich pomysłodawcą i realizatorem, niemalże ojciec. Czyżbyśmy jemu zawdzięczali te kilkupiętrowe molochy z niezliczonymi butikami, kawiarenkami, maszynerią do wydzierania za wszelką cenę pieniędzy?
Dziś Brune ma 77 lat i jest właścicielem m.in. Alt Madlitz. Prawie w całości...
Klostermühle to kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy: wellness, odchudzalnia i odpoczywalnia z jadalnią w dawnej stodole klasztornej. I jezioro, wokół którego można z ogromną przyjemnością spacerować, odkrywając na jednym z jego końców niemal dzikie bagna.
Kiedyś, jeszcze do niedawna, do wielkiego upadku DDR-u, cały ten teren był dostępny wyłącznie „prominentom” Stasi. Ludność rdzenna miała wyraźny zakaz wstępu, zapewne ze względu na szczególnie strzeżone bezpieczeństwo. Ciekawe, czy byli „kuracjusze”, leciwi już zapewne, odwiedzają od czasu do czasu ogólnodostępne dziś tereny – anonimowo i z nostalgią…
A pierwsi byli mnisi w XIV wieku, którzy wbudowali istniejący do dziś młyn wodny. Kulinarne smaki docenił w 1759 roku Fryderyk II Wielki, któremu szczególnie przypadła do gustu tutejsza zupa. Czy taką samą podają w zaadaptowanej na restaurację dawnej stodole zakonników – nie wiadomo. Potrawy są wykwintnie serwowane, w ilościach mikroskopijnych, za to makroskopijnie smacznych, i spożywane w cieple niemalże domowego ogniska. Sama ekscytująca przyjemność.
Zamek Alt Madlitz kupił w 1751 roku minister w gabinecie króla Fryderyka Wilhelma I, hrabia Karl-Wilhelm von Finckenstein. Sobie i od wielkiego dzwonu tutaj zajeżdżał. Dopiero jego syn, Friedrich Ludwig Karl, uczynił z posiadłości stałą rodzinną siedzibę i miejsce spotkań literatów oraz filozofów.
Mogli oni w zadumie nad trudnymi sprawami tego świata zagubić się w otaczającym zamek parku: na łące pokrytej jak miękki dywan mieniącymi się w promieniach słońca kropelkami rosy, w dali lekko lękliwej, zamaszystej przestrzeni, w bukowo-lipowym gaju z niewielkim wzniesieniem i odchodzącymi od niego ścieżkami, jakby prowadziły w cały ogromny świat.
Zagubić się w jednym z najstarszych parków krajobrazowych Brandenburgii, pomyślanym i zrealizowanym jako ogród angielski, na przekór tworzonym ówcześnie niemal wszędzie parkom barokowym na wzór francuski. Świadek ogrodowych uczt i miłosnych zalotów, scena walki z naturą, jej ujarzmiania i oswajania, dialog sztuki z przyrodą niczym z obrazów olejnych malarzy pejzażu. Gra kolorów i światłocieni, porządek i wolność zamiast reguł. Doskonałe miejsce dla artystów i filozofów zagubionych w rozmyślaniu nad przebiegiem życia.
Jeden z nich, ów właściciel von Finckenstein, zostawił na końcu parku, na wzgórzu Herzberg, swoje serce – symbol nieprzemijania z widokiem na kończące się istnienie. Trzynaście kamieni ułożonych wokół miało symbolizować liczbę jego dzieci. Niezłomna i nieśmiertelna fantazja połączona z wiarą w nieosiągalną ostatecznie nieśmiertelność.
Walter Brune opiekuje się włościami wyśmienicie i pomieszkuje w obudzonym do życia po długim „dedeerowskim” śnie zamku. A to kawiarnia, a to mieszkania do wynajęcia, a to impreza czy konferencja, zwiedzanie, oglądanie – choć dystans jest pożądany. Park jest ogólnodostępny, z wyjątkiem miejsc oznaczonych tabliczkami „teren prywatny”.
Na tyłach odkrywamy drewniane drzwi, które dają się otworzyć i prowadzą do piekielnych ciemności oraz tajemniczego pomieszczenia oplecionego gęstą pajęczyną. Przed zamkiem cieszymy się wyjątkowością chwili i bliskością hrabiowskiego budynku, gdy nagle okazuje się, że prywatne wejście jest zamknięte. Pozostaje nam przedzierać się pod płotem przez gęste krzaki do najbliższej dziury wykręconej w drucie kolczastym.
Gdy z niewielkimi szkodami udaje nam się wydostać na ścieżkę dla zwiedzających, pod bramę podjeżdża sam właściciel…