Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2016    Krampnitz (miejsca opuszczone)
Zwiń mapę
2016
22
sie

Krampnitz (miejsca opuszczone)

 
Niemcy
Niemcy, Fahrland
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 7252 km
 
Wyrywają się do przodu, prężą młode, męskie ciała, bez cienia wątpliwości, że właśnie przed nim znajduje się wszystko.
A gwiazda i czerwień za nimi...

Emblemat rzuca się każdemu przejeżdżającemu w oczy, jego dynamizm i bezkompromisowość, jego wyraz i idea przekazu przy jednoczesnym zalesieniu, a raczej wyraźnym opuszczeniu kompleksu, który on zdobi. Kompleksu olbrzymiego, o 120 hektarach, z licznymi blokami, domkami, halami, który powstał w latach 1937-39 i pierwszego dnia II wojny światowej został uroczyście otwarty. Podobno data stała się dla niego przekleństwem.

W Hanowerze istniał od 1866 roku Królewsko-Pruski Instytut Wojskowy Kawalerii, który w 1920 roku przekształcono w zgodzie z traktatem wersalskim w Szkołę Kawalerii, którą przejęła Reichswehra, a potem Wehrmacht. Szkoła rosła w siłę, coraz więcej żołnierzy kształciło się na jeźdźców, podjęto więc decyzję rozszerzenia kompleksu i w 1937 roku architekt Robert Kisch przedłożył plany koszarów w Krampnitz, które to miejsce okazało się być idealnym nie tylko ze względu na bliskość Berlina, ale przede wszystkim nieistniejącego już poligonu wojskowego Döberitz. Decyzja o przeniesieniu została podjęta.

Nazizm kwitł, żołnierze ćwiczyli ze wszystkich sił, a w stajniach stały konie. Szefem całości był wtedy Heinz Guderian, generał, który wymyślił tzw. blitzkrieg i być może z owej szybkości wzięła się dość częsta zmiana miana szkoły. 26 kwietnia 1945 roku nazistowskie wojska opuściły na zawsze teren koszar, a dzień później zawitali tu tworząc tzw. państwo w państwie żołnierze radzieccy i zostali do 1992 roku. Od tamtej pory po ludzku nie dzieje się tutaj nic, jeśli chodzi o inne siły i moce to owszem, cały roślinny i zwierzęcy świat odnalazł na terenie byłych koszar wyjątkowe w swojej izolacji miejsce. Od czasu do czasu wdziera się w nie ciekawy człowiek, który pod kolczastym drutem bądź dziurą w płocie przeciska swoje ciało, by przyjrzeć się śmiałemu procesowi zaborczo przejmującej każdy ludzką ręką postawiony tutaj przedmiot natury. Wejście musi odbyć się w ukryciu, z pochylonymi tułowiami i lekko stąpającymi stopami, w ciszy trzasku gałęzi i skupieniu trwożnej obserwacji. Strażnicy w białym pojeździe tylko czyhają na śmiałków, a przede wszystkim na gorących wielbicieli przeszłości. Jest wiele do odkrycia, budynki miały różne przeznaczenia, ale dwa z nich są szczególne – w jednym zachował się na suficie nazistowski orzeł otoczony swastykami, a w drugim, czyli w byłym kasynie, reprezentacyjne sale z kominkami i boazerią, które wciąż świadczą o wysoko honorowanych w żołnierskiej hierarchii oficerach. Do obydwóch bloków wejście jest utrudnione, chociaż orła można przy odrobinie sprawności fizycznej z lekkim skokiem przed podmurowane okno z łatwością zobaczyć. Kasyno jest już w całości obmurowane, każde drzwi, każde okno strzeże ceglany mur. W pierwszym momencie wydaje się, że wejście jest niemożliwe, a apetyt rośnie, gdyż fragmenty sali są widoczne przez wentylacyjne szpary w cegłach. Okrążając jednak dość spory dom można zauważyć wąskie okienko w piwnicy, do którego przystawione są drewniane drzwi i kawałek metalowej siatki. Wciskając głowę dostrzeżemy po drugiej stronie prowizorycznie z desek i połamanego krzesła zbudowany podest. Ciało do przepchnięcia musi być jednak raczej szczupłe i giętkie i jak zawsze – łatwiej wejść niż wyjść, ale o to można pomartwić się później. Bez latarki ani rusz, piwnica jest ciemna, ale po chwili ukazuje się wytworny świat kasyna – ciemnym drewnem obita sala, sufit zdobiony sztukaterią, rozmach i przepych wciąż żyje systematycznie słabnącym echem. Za otwartymi drzwiami sala kominkowa, tuż obok mniejsza z przepiękną boazerią, jeszcze jedna z mozaiką, a potem już orgia radzieckiej propagandy z malunkami w każdym rogu pokoju. Stalin płynący statkiem o własnym imieniu, Stalin uwielbiany, szczęśliwy, radziecki człowiek patrzący w świetlaną przyszłość i pejzaż z cerkwią, trochę się wychylający tematyką i przesłaniem od reszty.

Pozostały kompleks to odkrywanie i penetrowanie zakamarków bez końca. Ciekawa hala, gdzie taśmy już nigdy nie będą przewozić najprawdopodobniej materiału grzewczego, a na końcu wędrówki domek z ponuro u sufitu zawieszonym hakiem. Ile rozerwanych ciał z niego zwisało...

Wyjść należy z dala od wejścia głównego, tym bardziej, że przedzierając się przez rozszalałą sierpniem przyrodę ma się po jednej stronie dzikie, a dzięki temu malownicze jezioro i chlust wody spowodowany uciekającym prawie spod nóg wystraszonymi żabami. Wszystko przeminęło, ale o koszary wciąż toczy się urzędnicza wojna, a taką właśnie przyszłość miał sprowadzić termin otwarcia koszar pierwszego dnia wojny. W planach są kompleksy mieszkalne dla paru tysięcy ludzi, w planach od dziesiątek lat. Póki co – orzeł wstydzi się samego siebie w kraju, w którym nie ma prawa istnieć, a w osamotnionym kasynie długimi nocami brzęczą monety z perlistym niewieścim śmiechem w tle.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (74)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
marianka
marianka - 2016-08-24 21:18
I straszno i smutno.
Ależ Ty miejsca znajdujesz!
 
Pamar
Pamar - 2016-09-09 08:32
Mam nadzieje ze kiedyś zobaczę przewodnik na polce w księgarni Miejsca Opuszczone Twojego autorstwa. Swietnie Ci idzie opowiadanie takich historii :)
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 833 wpisy833 3360 komentarzy3360 9367 zdjęć9367 1 plik multimedialny1