Martin Ernst von Schlieffen był nie tylko politykiem, ale i dziwakiem. Generałem, pisarzem, filozofem, ale i architektem. Marzył o dzieciach, a gdy ich się nie doczekał, zajął się tworzeniem w swojej posiadłości w Windhausen germańskiego ogródu, w którym zamieszkała horda małpek. Na 51 lata przed śmiercią urządził tam sobie mauzoleum. Obok ołtarza Frygi, grobu Arminiusa, kamienia Tuista stoi do dziś pomnik małp oraz kamień przyjaźni, do którego niewielu za jego życia miało dostęp.
Martin był samotnikiem, a germański Tuisto był bogiem o dwóch płciach. O Martinie krążyły plotki. Bezdzietny i kawaler miał tak naprawdę być homoseksualistą. Jako pruski mąż stanu nie przyznawał się do orientacji oficjalnie. Żył w odosobnieniu i nadawał swoim tęsknotom poetycką nutę. Grób Arminiusa, księcia Cherusków, protoplastów germańskiego rodu to wyraz siły i męskości. Tuisto mający w sobie i męskość i żeńskość to być może ukojenie. A stado małp to spełnienie marzeń o dzieciach, których egzystencji pomimo wieku oraz finansowych, statusowych możliwości nie zaznał.
Pałac, mały i jasny, kamień przyjaźni tylko dla wybranych, diabelski most i w końcu mauzoleum. 51 lat przyglądał się jego murom, wyobrażał ten moment. 51 lat przed końcem myślał i planował miejsce spoczynku. Dzisiaj my zaglądamy przez małe okienko, by zobaczyć grób. Martin urodził się w 1732 roku, a zmarł w 1825 roku. Mauzoleum od początku budowane było w stylu ruiny, z płytą na środku na osi północ-południe. Wejście od strony północnej, okna od stron wschodniej i zachodniej. Na tablicy obok Martin wygląda jak anioł o zaciśniętych wargach. Patrzy w dal, jakby próbował wytrwać, wytrzymać trudy żywota, ukrywać w sobie tajemnice i nie załamać zarówno pod ich ciężarem, jak i orderów, które ozdabiają jego pierś. Jakby wszystko się w nim kłóciło. Jakby czekał na ten moment, gdy będzie mógł w końcu w wymarzonym miejscu spocząć.
Ten dzień zaczęliśmy od wizyty w fantastycznym muzeum zmysłów, gdzie w towarzystwie przewodnika przekonywaliśmy się, jak łatwo nas oszukać, jak nasze własne ciało, nasz mózg może nas omamić, sprawić zgoła inne wrażenie, niż ono jest rzeczywiście. A zakończyliśmy go w lesie, w miejscowości Sensestein, gdzie poszliśmy zobaczyć prastare kurhany. 1500-1200 rok p.n.e. Jak to brzmi! Ulotne zmysły, Martin i pośmiertne ślady dawno temu zmarłych ludzi. I my. Na chwilę.