Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2019    Sanatorium Elżbiety (miejsca opuszczone)
Zwiń mapę
2019
16
lis

Sanatorium Elżbiety (miejsca opuszczone)

 
Niemcy
Niemcy, Stahnsdorf
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 30768 km
 
Wszystko wokół jest szare, ponure. Ze ścian łuszczy się olejna farba, w powietrzu unosi się zapach kurzu i brudu, a one wychylają się znad okiennic niewinnie, jakby nie było niczego bardziej oczywistego od ich efemerycznego piękna. Półkoliste, uchylone okienko, zwisające z niego suche korzenie i figlarne zielone listki za szybą. Cud życia w opuszczonym sanatorium.

Doktor Walter Freimuth, późniejszy radca sanitarny, zlecił budowę kliniki chorób płuc, która powstała w latach 1912-1914. Funkcjonowała pod nazwą „Sanatorium Freymuth bei Neubabelsberg”. Nieoficjalnie nazywano ją „Sanatorium Elisabeth” - od imienia żony doktora. Składało się z budynku głównego oraz kilku pomocniczych - zaplecza gospodarczego i mieszkań dla pracowników.

Po ponad dwudziestu latach prowadzenia ośrodka doktor Freimuth wraz z rodziną został zmuszony do porzucenia majątku i miejsca pracy po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów. Wszyscy opuścili Niemcy, a placówka była prowadzona przez inny personel aż do 1952 roku. Wtedy przekształcono sanatorium w ośrodek leczenia gruźlicy skóry i węzłów chłonnych – jedyny tego typu na terenie NRD. Od 1967 roku działała tu klinika dermatologiczna szpitala okręgowego w pobliskim Poczdamie, którą w 1994 roku przeniesiono do głównej siedziby.

Ponad dwadzieścia lat opuszczenia.

Co ciekawe, w 1995 roku nieruchomość zwrócono Ursuli Freimuth, potomkini Waltera. Najwyraźniej jednak nie miała ona pomysłu na jej reaktywację.

Niedaleko budynku przebiega autostrada. To właśnie stamtąd zwróciłam na niego uwagę. Przy autostradowej prędkości przesuwał się jak w filmowym kadrze - i podobny efekt ukazał się po wejściu na teren ośrodka. Listopadowa aura lekko podkręcała scenerię. Szelest zżółkłych liści i kruszący się stary tynk.

Zanim weszliśmy do budynku głównego, zajrzeliśmy do zabudowań pobocznych. Odkryliśmy drobiazgi i malownicze zakamarki. W samym sanatorium klimat socjalizmu wyzierał z każdego kąta. Krew zmroził nam widok śmierci z kosą na ramieniu, kroczącej po schodach na piętro. Minęliśmy ją, nie patrząc w oczy, których i tak nie było widać spod kaptura. Nie oglądaliśmy się za siebie. Nie chcieliśmy myśleć o pacjentach, których ze sobą zabrała, którym jednym zamachem skróciła życie. Nie chcieliśmy myśleć o jej istnieniu, choć właśnie w takim miejscu jest ono najbardziej oczywiste. Jej niesłyszalne kroki zmaterializowały się na krótką chwilę. Musnęły chłodem przeznaczenia i westchnieniem ulgi. Jej obecność jest najlepszą życiową przyprawą, jedynym naprawdę sprawiedliwym aktem, który czeka każdego z nas.

Gdy tylko oddaliliśmy się od schodów i dotarliśmy na piętro, zrobiło się kolorowo, zabawnie, niemal żartobliwie. Jakbyśmy trafili do zagadkowego świata dziecięcych oddziałów szpitalnych, gdzie powaga choroby miesza się z barwnymi ścianami i fikuśnymi obrazkami. Dlaczego nie wszystkie oddziały szpitalne wyglądają właśnie tak?

Z tej zadumy wytrącił nas chłopiec w masce gazowej. Ściany można pokolorować, własne nastawienie do świata również - jednak wystarczy jeden moment, wynikający z żądzy władzy, bezmyślności albo zwykłego przypadku – i tylko maska może utrzymać Cię przy życiu. O ile będzie w zasięgu Twojej ręki.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (35)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 19.5% świata (39 państw)
Zasoby: 1563 wpisy1563 5806 komentarzy5806 25641 zdjęć25641 1 plik multimedialny1