Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2010    Wanna
Zwiń mapę
2010
09
kwi

Wanna

 
Niemcy
Niemcy, Oranienburg
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 33 km
 
Takie poznawanie jeziora - na okrągło, wokół, wzdłuż i wszerz - może się zmienić w nagły przypływ jasności, jedności i spokoju. I pogodzenia.
Punkt startu, początek dokładny, który zostaje na czas wędrówki w głowie. Zapamiętać moment wyjścia, coś charakterystycznego, coś orginalnego i nie pomylić z innym, podobnym.
A potem iść. Drogą ugładzoną, zrobioną, chwilowo tylko wydeptaną. Zbaczać w las lub jeszcze lepiej na brzeg. Na brzegu woda i ziemia, bagno i trzcina. Drzewa pochylone, w wodzie częściowo zatopione, pokrzywione kaprysem musu i życiowych soków. Suchość minionego lata i lekkość wyłaniającej się tegorocznej, czekającej na start, wiosny.
Łut szczęścia i jednak prawdziwy ptak treli na całe gardło, a ludzie odbudowują rodzinne majątki lub je porzucają. Ten dom miał szczęście, ten mniej lub wcale. W jednym życie tętni, ludzie zachodzą, w drugim głucho i kurz na opustoszałych pokojach. Od czego to zależy? Smutek porzuconych ludzkich tworów czuć zawsze, choć nie wszyscy potrafią tę energię odebrać.
Pięknie ułożone trawy, zakola, zakamarki, kanał jako ewentualność. Żeby nie zarzucić braku szans czy możliwości. My nie korzystamy, chcemy dopełnienia, chcemy tego początku i czekającego końca - tak myślimy, jeszcze w drodze, jeszcze nie "oświeceni".
Nurek, wędkarz, namiot, a nawet plaża smutno wyglądająca. Statki, stateczki, łódki, zamknięte bramy doczesnych majątków. Moje, twoje, idź sobie. Nie waż się zakłócać nabytych praw. W obliczu wieczności komiczne księgi wieczyste. Czyje to będzie za 100, 200 lat - ta kupa metalu o kształcie bramy? Terytorium posiadaczy sutych kont lub zaciągniętych kredytów. Uliczki, ulice, tory kolejowe, most jeden i drugi, stal oraz ewolucja. Taki przepływ ziemskiej historii w mikroświecie jeziora. Im bliżej naszego początku, a tym samym i końca, tym bardziej po ludzku, natura usuwa się w cień. Nawet żółty dźwig i wieża ciśnień w tle.
Choć nie, łabądź się puszy i odgania ludzkie postaci. Na tle granatu nieba ma więcej odwagi i praw.
Wokół to płynność początku i końca. Nie ma tego, to nasza potrzeba zamykania się w ramy, bo podobno bezpieczniej. Tak czy nie - płynność się nie chwieje i nie znika. Zaczyna się, niby kończy, jedno jest drugim i trwa: nie ma się co denerwować, nie ma co użalać nad zmiennością i bezpowrotnym końcem - to płynie nieustannie. Panta rei.

Lietzensee - wanna Oranienburga.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (11)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
 niepocieszony
niepocieszony - 2010-04-22 19:28
Alez wionie z tego wpisu melancholia, oj, oj,.oj, po przeczytaniu tego wpisu niebosklon dla mnie stal sie bardze smutny chociaz pogoda jest u nas przepiekna. Kogoz mam za ten stan mego duch winic,i ktoz mnie pocieszy i jak t o pocieszenie bedzie wygladalo?No czekam na odpowiedz i pozdrawiam., Ps . Tam chyba do 1945 byl KL
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 918 wpisów918 3823 komentarze3823 10618 zdjęć10618 1 plik multimedialny1