Księżycowe jezioro Lietzensee.
6,5 h powierzchni z parkiem większym, bo mającym 10,1 h.
Swoja nazwę zawdzięcza wsi Lietzow lub Lützow, która została przyłączona w roku 1719 do miasta Charlottenburg. Lietzow, Lützow, Lusce - słowa te pochodzą od słowiańskiego "luccina", które oznacza tyle co "bagno" lub "kałuża". "Lietze" nazywano również w starym języku berlińskim łyskę - ponoć można (było) spotkać tego ptaka nad tutejszymi wodami.
Wieś Lietzow, która miała zatonąć w owym jeziorze...rybacy długo jeszcze zahaczali sieciami o kościelną wieżę...bo to kiedyś leśne jezioro nie ma dna...takie krążą pogłoski...wyspę chciano na nim utworzyć, sztuczną, na życzenie przyszłego właściciela, niestety, obojętnie jaką ilość ziemi i gruzu nie wysypano, wszystko znikało w wodnych przestrzeniach...
Lietzensee to północne jezioro łańcucha grunewaldskiego, powstałe na dnie lodowcowej pradoliny. Tworzą go wody gruntowe wpływające podziemnymi korytarzami do północnej części Szprewy.
Pewien urzędnik państwowy, minister wojenny nawet, Job von Witzleben dostał od swojego zwierzchnika 20.000 talarów i kupił sobie to jezioro z przyległymi do niego gruntami. Tak po prostu. Notabene zwierzchnik ów chojny był i obdarzył Witzlebena 2.676 h dużym majątkiem Liszkowo znajdującym się w dzisiejszej Polsce. Nad jeziorem powstała letnia rezydencja. Ciekawe czy rozbrzmiewały tu dźwięki skrzypiec, gdyż pan Job wspaniałym muzykiem i utalentowanym skrzypkiem był. Kompozytor Gioachino Rossini miał mu powiedzieć:
"Szkoda, że jest pan żołnierzem, jako muzyk grałby pan większą rolę".
Wiztlebenowi się zmarło i park z jeziorem zmieniali właścicieli, by w końcu w 1840 roku trafić w ręce ogrodnika Ferdinanda Deppe, który upiększył teren hodowlą róż i georgiń.
W 1905 wybudowano pierwsze wytworne domy nad brzegiem. I stawiano pomniki. Dwa z nich, specjalnie dla parku przez Hugo Lederera zrobione, padły w 1943 roku ofiarą zbrojeń wojennych. Za to postawiono w 1962 ofiarowanego przez rzeźbiarza Fritza Rölla "Chłopca ściągającego sandały", który to pomnik otrzymał w 1909 roku Wielką Nagrodę Państwową. "Nosiciel Szprewy" nie wstydzi się przyrodzenia i jakby zachęcani przez niego doskonałością ciała współcześni odwiedzający pilnie ćwiczą na wystawionych tu przyrządach prosto z siłowni. Dzieci ćwiczą wszędzie, jak to dzieci, inni hodują brzuszki w nadwodnej restauracji, a jeszcze inni w brudnym dresie wyżywają się artystycznie z pędzlem i paletą farb. Psy szaleją, kaczki głodnieją. Podobno latem tu jest raj.
Zobaczymy.