Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2010    Żołnierz, pszczoły i św. Walenty
Zwiń mapę
2010
11
sie

Żołnierz, pszczoły i św. Walenty

 
Włochy
Włochy, Roma
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 4425 km
 
Po świątyniach Junony i Jowisza na Campidoglio nie został żaden ślad, Michał Anioł zadbał o proste, trapezowe kąty dające złudzenie ogromu i głębi z wieloramienną gwiazdą w posadzce. Pałace i Marek Aureliusz pozdrawiający niestrudzenie nieznanych sobie przechodniów z charakteryzującym go już za życia poczuciem obowiązku służenia krajowi i obywatelom. Szczegółów i specjałów tu mnóstwo: antyczne bóstwa i bohaterowie dzielnie świadczą o wiarach zamierzchłych czasów, Palazzo Nuovo był w 1734 roku siedzibą pierwszego publicznego muzeum Europy, które kryje wraz z dwoma innymi cuda cudeńka rozpieszczające rozpieszczone już i tak do granic niemożliwości oczy.
Będąc tu, czy w gdziekolwiek innym miejscu w okolicy, z przodu, z tyłu, z boku i na pewno z góry, wszędzie widać nierealny, niewiarygodny, olbrzymi biały budynek. Jakby scenariusz do propagandowego filmu właśnie kręconego, rekwizyt na planszy, którą za chwilę zwiną i zostanie pierwotne, orginalne tło. Maszyna do pisania, tort weselny, szczęka - tak Monumento Nazionale a Vittorio Emanuele II przezywają Włosi. Narodowy pomnik na cześć zjednoczenia kraju, pod budowę którego sam król Umberto I kamień węgielny położył. Zniszczono przy tym wiele innych wykopalisk, kościołów, klasztorów i budowli, ale postawiono i nazwano imieniem pierwszego króla po zjednoczeniu Vittorio Emanuele II (notabene ojca Umberto I) ten bombastyczny, nierealny twór. Po II wojnie światowej pomnik urósł do rangi ołtarza ojczyzny i grobu nieznanego żołnierza, przy którym inni wojacy wartę trzymają i ogień, tak, wciąż święty ogień jak w Forum Romanum, płonie. Niewiele się jednak od nich różnimy - symbole "niezniszczalne" jak nam się wydaje, tradycja i ciągłość, ucieczka w niejasny tryb powtarzalności.
Pobliski Santa Maria in Aracoeli na życzenie rzymskiego ludu w 1348 roku wybudowany jako wyraz wdzięczności Matce Bożej za uratowanie miasta przed straszną zarazą, która wyniszczyła cały kraj. Boccaccio opisał kościół w swoim słynnym Dekameronie, a w jednym z witraży zaklęte są trzy pszczoły - herb potężnej rodziny papieskiej Barberini.
Idąc w lewo płynnie natrafia się na Teatro di Marcello - przyjemne brzmienie tej nazwy. Mija się go filmowo, jakby okiem kamery ślizga spojrzeniem po wysokich murach wybudowanych przez Juliusza Cezara i Augusta, który nazwał budowlę imieniem swojego siostrzeńca Marco Claudio Marcello, przyszłego następcy, który zmarł jednak w młodym wieku 19 lat. Teatro oddano uroczyście do użytku w XIII w p.n.e. i tak samo uroczyście zabito podczas otwarcia 600 dzikich zwierząt - jatka antycznego, krwawego, obłędnego świata. Układ kolumn tak typowy i znany z Colosseum właśnie tutaj zastosowano po raz pierwszy.
Docieramy do Bocca della Verita - słynne usta, pokrywa starożytnego kanału z wizerunkiem boga Oceanusa, znajdujące się po lewej stronie w atrium kościoła Santa Maria in Cosmedin. Usta szeroko otwarte, gładko turystycznymi rękoma wypolerowane, przez zazdrośników okupowane, ale to nie one są dla mnie główną atrakcją. Nie one, ale 14 dzień lutego i św. Walenty - już zawsze tego dnia będę miała w oczach czaszkę skrytą w kościele obok detektora kłamst, upiorny obraz serduszek i miłosnego lukru, uniesienie drżące nadzieją wiecznej miłości, niepamietającej w tym momencie o kruchej przemijalności ciał - a Walenty tutaj paradoksalnie drwiąco o niej przypomina.
Cieplutko w Rzymie. Przyjemnie. Woda z dziesiątek studzienek orzeźwia i schładza rozpalone słońcem i emocjami ciało. Lody z łopatek rozpływają się na językach, a Tyber płynie trochę samotny i mętny przez huczące miasto. Wspinamy się do tajemniczej dziurki od klucza, przy której cisza i spokój, tłumów brak. Dziurka przy Piazza dei Cavalieri di Malta, a co przez nią widać - niech każdy sobie sam zobaczy.
I jeszcze piramida - w końcu Rzym to prawie Egipt. Piramide di Cestio - grób pretora i trybuna plebejuszy Gajusza Cestiusza.
Wieczór nadszedł, spokojnie opływa Wieczne Miasto, otula lekkim mrokiem i dusznym oddechem tysięcy zgromadzonych ludzi. Każdy z nich uzurpuje sobie prawo do niepowtarzalności i wyjątkowości swojego tu pobytu - i Rzym na to poczucie każdemu szczodrze zezwala.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (13)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2010-10-16 19:39
...nie jest łatwo zrobić tak piękne zdjecia w Rzymie , gratuluję
 
stojacy obok
stojacy obok - 2010-10-23 10:04
dotyczy zdjecia 11 oj Romulos nie ladnie tak zagladac jak paparazzi jaki, hej ty maly cos zobaczyl?
 
pamar
pamar - 2014-10-04 18:27
Oj... też sobie uzurpuję takie prawo :)
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 1001 wpisów1001 4179 komentarzy4179 12254 zdjęcia12254 1 plik multimedialny1