Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2012    Burzec, Hasior, Coctail Bar
Zwiń mapę
2012
25
cze

Burzec, Hasior, Coctail Bar

 
Polska
Polska, Zakopane
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1906 km
 
Zakopane to nie Krupówki i Gubałówka, czy kapela przygrywająca do bunca w pierogach.
Zakopane to Burzec, Hasior, pan Mirek, pan Stanisław, Coctail Bar, którego już nie ma, muzyka czarująca obrazy Witkacego tak, że żyją życiem przedziwnym, niemalże ruchome. To Cichy Wielbiciel...
Zakopane to teatr, to zakamarki nielekko dające się odszukać, to nieistniejący już basen termalny na Antałówce, to cmentarz na Pęksowym Bzysku, to lekkie oszołomienie pod wpływem grzanego wina, które się tak lekko pije po zejściu z gór.
Do Hasiora chodziłam na herbatę z prądem i opowieści nieskończone w jego prywatnym atelier. Po schodach do góry, nad galerią. Uwielbiałam jego powolność, zgięte chorobą i przeżytym życiem ciało. Hasior nie owijał w bawełnę i nie bał się złej ludzkiej opini. Dzielił się sobą do zataczającej się od nadmiaru alkoholu głowy. Człowiek instytucja. Człowiek - mistrz. Gdy jestem pośród jego dzieci nie umiem nie płakać. W dzienniku z tamtych lat zostawił mi trzy kropki, których znaczenia nie wyjaśnił. Nie dowiem się, choć czuję je do dziś, rozumiem niezrozumiale.
Burzec był inny. Mały człowieczek pośród kolosów tańczących krzesanego. Jak on się zacietrzewiał! Miał na co i na kogo, rzucano mu kłody pod nogi i chyba niezbyt należycie dbano o niego jako artystę. Labirynt jego galerii pochłaniał. Spotkanie i rozmowa z nim fascynowało. Dziś dom pusty, dzieła oferowane rodzinnemu miastu Międzyrzecu Podlaskiemu, tylko ucho zakopiańskie podsłuchuje burmistrza, a parę betonowych rzeźb jeszcze trwa wokół opuszczonego śmiertelnie domu.
Pan Mirek był jak Rumcajs, drwal, oszołom pozytywnie nastawiony do życia. Swojego czasu właśnie dla niego w ogóle jeździłam do Zakopanego. Bo on na rowerze z Warszawy do pracy dojeżdżał (ratownik basenu termalnego na Antałówce), to dlaczego ja nie mogłam dla przyjemności zanurzenia się w ciepłych wodach termalnych po nocy spędzonej w wygodnym, polskim pociągu. Pan Mirek kochał wolność i rowery. Fascynował niezależnością. Gdy go ostatni raz widziałam odchodząc po błogiej kąpieli na pociąg wywożący mnie z tego prywatnego raju, wołał za mną: "Pamiętaj, stabilizacja to wróg człowieka. Stabilizacja rodzi destrukcję". Lubiłam jego śmiech i jasny wzrok. Myślałam, że będzie tam zawsze.
Zabił go narkoman, by zabrać z basenowej kasy 10 złotych. Naprzeciwko znajdowała się główna siedziba policji zakopiańskiej. Narkoman miał potrzebę, Mirek stracił życie, a ja do dziś nie wiem, co to stabilizacja i może jest w tym jakiś sens.
Pan Stanisław machał wahadełkiem w Coctail Barze na Krupówkach, którego już nie ma. Tego z pysznościami i atmosferą, i spotkaniami niesamowitymi. Pan Stanisław spędzał tyle czasu w Zakopanem, ile mógł. Miał za sobą mroczną, bezczelną, zawodową przeszłość i teraźnieszość, którą ubarwiał sobie czarami i wróżbami. Niestety, dopadło i mnie. Spotykałam go wiele razy przypadkiem na ulicy, korespondowaliśmy między sobą niepojęcie, podobno pokazywał moje listy w jakimś programie telewizyjnym na dowód jego ezoterycznych uzdolnień. W Warszawie był pensjonariuszem domu opieki, w Zakopanem żył życiem niemalże vipowskim. Nie wiem, czy jeszcze gdzieś jest. Nie spotykam go już, nie szukam, jak kiedyś spragniona dobrych wieści o własnej przyszłości.
Cichy Wielbiciel znalazł swoją Betratrycze i tak zostało do dziś. Nieskonsumowane marzenie ideału. Opierające się o strzeliste skały Tatr żądze. Szelest jesiennych liści jako muzyka nieustannej tęsknoty. Obrany dystans i ten smak niezrealizowanych możliwości, który rozpływa się ambrozją z biegiem mijających lat. Tak powstają najpiękniejsze opowieści dla wnuków. "Ona była tak nieosiągalna, że ukoić mógł to tylko Giewont ze swoim piekielnym podejściem..."
Zakopane to spacery bez końca, to grabienie ogrodu wokół najstarszego domku, bo ci w nim mieszkający sił na to nie mają. Zakopane to śmiech i pot, kultura i duchy wciąż w nim przebywające, to studenckie sanatorium i fortepianowy koncert w szymanowskiej Atmie.
Lubię to miejsce, choć wiem, że trudno je dziś takim odnaleźć. Chociaż czy to nie tak, że sami je sobie tworzymy?
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (2)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (10)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2012-09-16 19:21
Jak tęsknię do Zakopanego - nie byłam tam prawie ...sto lat !
 
BPE
BPE - 2012-09-16 19:50
ja też tak odbieram to miejsce....dla mnie jest magiczne - zawsze.....tylko tej magii trzeba poszukać, a większośc woli ......Krupówki
 
marianka
marianka - 2012-09-18 00:43
Jakie cudowne wspomnienia, jakie lekkie pióro, jaka jesień i nostalgia! Piękno!
 
wilk
wilk - 2012-09-21 20:55
ciekawy opis taki osobisty chociaż dla mnie Zakopane to tylko chwilowy przystanek przed wyprawą w góry kiedy kierowałem się w ich górne partie to spiesznie przebiegałem przez Zakopane żeby być już bliżej i wyżej kiedy schodziłem chciałem szybciej wyjechać żebym mógł mieć w pamięci tylko to najpiękniejsze GÓRY GÓRY I DOLINY....pozdrawiam
 
mamaMa
mamaMa - 2012-09-21 23:44
Ach, rozumiem...i to jak!
A o górach jeszcze będzie, a Zakopane to ludzie, dusze zawirowane...
wilk...pozdrawiam!
 
danach
danach - 2012-09-26 21:45
mamaMa- tak Zakopane ma swój czar tylko trzeba umieć go odnaleźć, ja u gospodarza Słodyczki wydłubywałam mech ze ścian aby zaglądnąć do sąsiedniego pokoju, biegałam po górach z koleżanką , której już nie ma, czasem zaglądnę do Bigosowej na pstrąga aby posłuchać co opowiada i na Pęksowy Brzyzek by podumać o tych co odeszli
 
mamaMa
mamaMa - 2012-09-28 14:03
Piękne wspomnienia!!!!
Jak ja lubię ich słuchać, czytać, czar Zakopanego, czar własnych przeżyć i rozumienie ich u innych.
Dziękuję Danach!
 
mirka66
mirka66 - 2012-10-03 19:18
Uwielbiam Zakopane.A wspomnienia piekne.
 
BoRa
BoRa - 2012-11-02 19:52
mamaMA,
jak pięknie.
Czytając, przenoszę się w inny wymiar.
Właśnie stoję przed drewnianym, z zaparowanymi szybami Koktajl barem. Przypomina mi się smak ambrozji (a może to nie byłą ambrozja,ale jakiś wspaniały lodowy deser).
Ważne, że obraz Zakopanego zostaje w naszych sercach i każdy na swój sposób tęskni do niego.
 
mamaMa
mamaMa - 2012-11-02 20:25
Naprawdę?!!! BoRa pamięta te zaparowane szyby? Ten smak? Tę atmosferę? Jak się cieszę!!! I bardzo dziękuję...może kiedyś będę mogła coś niecoś poczytać...
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 877 wpisów877 3598 komentarzy3598 9996 zdjęć9996 1 plik multimedialny1