Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2016    Małżeństwo romantyczne
Zwiń mapę
2016
11
cze

Małżeństwo romantyczne

 
Niemcy
Niemcy, Wiepersdorf
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 4185 km
 
Jak przekupki na targu – „ach, zobacz, jak ona się wypindrzyła! A tamta, jeszcze gorzej, a ten to już dawno u fryzjera nie był. A słyszeliście, że nasi sąsiedzi zbyt wiele czasu w zaciszu gęstwiny drzew spędzają, ciekawe, co z tego wyniknie...”
Są pierwszymi, których się na tym ogrodzonym terenie spotyka. Grupka pięciu karłów, którym zdaje się nie zamykać buzia. Nie wiadomo, czy ukłonić się z lekka, czy może zignorować narażając tym samym na plotki wołające o pomstę do nieba. Szybko okazuje się, że chyba ich umiejscowienie akurat tutaj – pomiędzy ponurym kościołem i znajdującym się przy nim małym cmentarzykiem z grobami byłych właścicieli a czymś, czego odwiedzający po zewnętrznej fasadzie w ogóle się nie spodziewa – nie jest przypadkowe. Swoim zachowaniem na pewno mogą odstraszyć niezaproszonych i niechcianych gości, którym dostępu do wnętrza tej perełki zazdrośnie się nie życzy. Być może znajdujące się za nimi posągi właśnie z ich powodu noszą na twarzach maski. Gdy nikt nie widzi rozbiegane po parku i okolicy, nierozpoznane przez karzełków mogą dokazywać nieprzyzwoitością i krnąbrnym zachowaniem do woli.

Parkując po wjeździe na teren Domu Twórców w Wiepersdorf można spodziewać się miłej w wyglądzie willi, jak i przyzwoitego parku, pasującego ponuractwem do znajdującego się po prawej stronie ciemnego i prostokątnego kościółka. Uczucie to towarzyszy krótko, acz intensywnie, do momentu pojawienia się grupy tzw. figur Callota, które nieoczekiwanie zmieniają cały nastrój wstępu. Robi się scenicznie ciekawie, irytująco niebezpiecznie i niespodziewanie zabawnie. Do tego w pobliskim pięknie zazielenionym stawie przerażająco donośnie kumkają żaby. Pomimo tego prawie słychać szyderczy szept małych białych postaci, które bardzo starają się zatrzymać gości na swoim groźnym etapie. Wystarczy jednak jedno spojrzenie i cały ten zdradziecki śmiech traci swoją moc, a siła percepcji i ducha już popychają w pocztówkowy widok. Dopiero w tym momencie słowo pałac nabiera pełnego i jasnego znaczenia, znaczenia, którego w ogóle nie ma fasada tego budynku. Przed w te zielone progi wstępującym rozpościera się malowniczo bogaty, obfitością barw i niemalże śródziemnomorskiego piękna spowity skrawek ziemi, którego nikt się tutaj nie spodziewa. Pałac z przepięknym ogrodem i parkiem, urodą jednocześnie olśniewające i onieśmielające. Oprócz piękna jest jeszcze coś, czego nie da się nazwać, nie da zakląć w pojęcia, jakiś powiew tajemniczości, która przesiąknęła ten obszar na zawsze.

Pierwszy budynek na tym terenie powstał jako dworek jeszcze w XV wieku i należał do nieznanej arystokratycznej rodziny z Lipska. W 1734 roku zakupił go wraz z całą leśną okolicą Bärwalde pruski generał Gottfiried Emanuel von Einsiedel, który wsławił się musztrowaniem słynnego pułku olbrzymów, czyli regimentu złożonego z żołnierzy o wzroście przekraczającym 180 cm, dla króla Fryderyka Wilhelma I. Wdzięczni za nowego właściciela mieszkańcy uczcili tej fakt obeliskiem, wciąż znajdującym się w niedalekim Meinsdorf. Gdy Einsidel zmarł 1745 roku pochowany został w krypcie mijanego przed chwilą kościoła. 35 lat później posiadłość zakupił pruski szambelan Joachim Erdmann von Arnim, któremu 26 stycznia 1781 roku urodził się drugi syn Ludwig Achim. Wychowywany przez babkę spędził całe swoje młodzieńcze życie w Berlinie (matka zmarła w połogu) i odziedziczył po przedwczesnej śmierci ojca w 1804 roku posiadłość.

Ludwig Achim von Arnim był poetą, najważniejszym niemieckim epoki romantyzmu. Zakochał się w siostrze swojego przyjaciela, Bettinie Brentano i ożenił z nią w 1811 roku. Ona sama była pisarką romantyczną. Obydwoje zamieszkali w pałacu, jednak już po trzech latach Bettina wyprowadziła się do Berlina. Kochający się małżonkowie cierpieli na skutek fizycznej rozłąki, oddając ból cierpliwemu papierowi, jednak on zdecydowanie najlepiej czuł się właśnie tutaj – gdzie pozornie nie działo się nic. Zanim jednak do tego nieoczekiwanego rozłączenia miejsc zamieszkania doszło, świeżo upieczona para wyjechała do Weimaru do uwielbianego przez obu Goethego. Pomiędzy żonami poetów doszło do poważnej kłótni, gdy Bettina lekceważąco wyraziła się o obrazach zaprzyjaźnionego z Goethem malarza, na co jego małżonka Christiane zareagowała dość ekspresyjnie zdzierając Bettinie okulary z nosa, za co ta nazwała swoją napastniczkę „szaloną kaszanką”. Goethe zabronił małżeństwu von Arnim kontaktów ze swoim domem i nie uległ już nigdy wielokrotnym próbom Bettiny pogodzenia zwaśnionych rodzin.

Na salon Ludwiga w Wiepersdorfie oddalonego o 70 km od Berlina przybywało wielu zacnych i mądrych gości. Dyskutowano, politykowano, rymowano i pisano dzieła małe i większe, tęskniono, wyczekiwano, kochano i dbano o ogrody, okoliczne pola, jak i przypałacowy park. Umierając na udar mózgu 21 stycznia 1831 roku pisarz pozostawił majątek w dobrym stanie, łącznie z siedmiorgiem dzieci, z których najstarszy syn przejął go w posiadanie. W 1848 roku urodził się tutaj przyszły malarz Achim von Arnim-Bärwalde. Sama Bettina korzystając z nowej autonomii i pozycji wdowy rozwinęła literacko skrzydła, wydając w wieku 45 lat swoją pierwszą książkę „Korespondencja Goethego z dzieckiem”, jak i dbając o spuściznę literacką zmarłego męża.

Wczoraj spotkaliśmy miłosną małżeńską parę, która w zafascynowaniu współczesną sztuką zdecydowała się kupić potężny bunkier w centrum Berlina, by móc z ową sztuką obcować, tutaj kolejna małżeńska para żyje po dziś dzień w, nie tylko cudem w czasie, ale i po II wojnie światowej, ocalałym pałacu. Choć za życia na skutek różnicy charakterów prowadzili małżeństwo na odległość, okazało się jednak, że to ich literackie dusze, natchnione słowem romantycznie uduchowionym scalały ich istnienia w jedno. I stan ten trwa do dziś. Pałac przetrwał zawieruchy historii z pomocą w czasie wojny ukrywanych tutaj ludzi, których prześladował nazistowski reżim, a którzy po ich przegranej znaleźli się w socjalistycznych rządach i przyczynili do przekształcenia arystokratycznego miejsca w Dom Twórców. Rodzina von Arnim wygnana nie doczekała się lepszych i sprawiedliwszych czasów, ale tamten przed 200 laty zapoczątkowany trend żyje i pulsuje strofą pisanego słowa. Przebywają tutaj na stypendiach ludzie, którzy tego popołudnia wylegują się na leżakach pod pamiętającymi Achima i Bettinę drzewami, z lekturą w rękach, rozgadanymi karłami w tle, ale przede wszystkim w towarzystwie spoczywających parę kroków od nich w wiecznej ciszy grobowej krypty romantyków zamierzchłej epoki.
Stypendyści przedstawiają siebie i swoje prace na licznie organizowanych spotkaniach literackich, czy odczytach, w pałacu można jeszcze posłuchać muzyki, albo zwiedzić malutkie muzeum opowiadające literacką historię namiętnie pulsującej wciąż miłości. Najważniejsze jednak kryje się na tyłach – przepiękny ogród z oranżerią, rozgadanymi żabami i Zeusem, za którym już tylko dziewiczy las.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (21)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
pamar
pamar - 2016-06-13 11:10
Hehehe :) "Szalona kaszanka" - bardzo ciekawe określenie :)
 
marianka
marianka - 2016-06-15 22:40
Ha, 'szalona kaszanka' trafi chyba i do mojego słownika :)
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 833 wpisy833 3360 komentarzy3360 9367 zdjęć9367 1 plik multimedialny1