Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2016    Miasto a powódź
Zwiń mapę
2016
07
sie

Miasto a powódź

 
Węgry
Węgry, Szeged
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 6197 km
 
Śródziemnomorska atmosfera, młodzieńczy zapał, z rozmachem budowane place – miasto słońca, brama Europy.
Brzmi obiecująco. Więc wyruszamy do Segedyna.

O jego istnieniu wiadomo od 1183 roku, jednak teren ten zamieszkały był już w czasach starożytnych. Zniszczony kompletnie przez wielką powódź 12 marca 1879 roku paradoksalnie jej właśnie zawdzięcza swoje zachwycające współczesne oblicze. Secesja zapanowała tutaj jak dostojna królowa, a cała reszta podporządkowała się wykwintnej estetyce.

Z katastrofą nieodzownie związana jest katedra, gdyż na jej pamiątkę została w latach 1913-30 wybudowana. Fantazyjnie, z dwoma wieżami i kopułą w bizantyjskim stylu, wnętrzem kipiącym od kolorów i jednymi z największych organów w Europie. Można byłoby uznać, że świątynia ma parę setek lat. Przed nią znajduje się plac, na którym latem odbywają się spektakle open air, a wokół niego ciągnie się krużgankowy korytarz z panteonem 100 węgierskich sław, pośród których znalazł się jeden cudzoziemiec, Szkot Adam Clark (budowniczy budapesztańskiego Mostu Łańcuchowego) i jedna kobieta, w dodatku też jedyna cudzoziemka, Maria Teresa austriacka. Skamieniałe twarze, zapatrzone w dal, pochylone, bądź wyprostowane budzą trwogę i respekt. Jedynie Béla Bartók łagodnieje ćmą na lewym oku.

Naprzeciwko katedry malutki kościół serbsko-ortodoksyjny z drogocennym ikonostasem jako dowód na ogromną rolę, jaką w mieście odegrali Serbowie pozostaje pomimo usilnych dzwonków zamknięty. Drzwi miały się magicznie otworzyć, za to w chwili oczekiwania spożyte zostały przepyszne figi zerwane rano w ogródku przez goszczących nas gospodarzy, jak i swojski wypiek paluszkowaty. Figi dla mnie zdecydowanie smakowo i soczyście na pierwszym miejscu.

Jako że w budynkach otaczających katedrę pracował kiedyś Albert Szent-Györgyi, profesor tutejszego uniwersytetu w latach 1931-45 i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny z roku 1937 udajemy się na Dugonics tér by go tam spotkać. Z fajeczką, w ruchu, nonszalancko z ręką w kieszeni, a tymczasem ten wielki biochemik z tutejszej okolicznej papryki wyodrębnił i zidentyfikował witaminę C, za co słynną nagrodę otrzymał. Sam plac jest jasny i przestronny, żółty budynek uniwersytetu oddycha wiedzą, fontanna pluszcze relaksem, a w znajdujących się na środku placu białych literach G czerwienieje i traci równowagę, jakby nadmiar emocji przyprawił Segedyn o zawrót głowy. To miejscy, gdzie fotografują się turyści i bawią miejscowe dzieci. Niedaleko stary tramwaj nr 7 oferuje smolistą kawę, a nowy przemyka pomiędzy budynkami zgrabnie i lekko, a nawet bezgłośnie. Chociaż tutaj muszę podkreślić, że może mi się tylko zwyczajnie wydawało. Od placu z uniwersytetem ciągnie się Kárász utca aż do Klauzál tér jako bulwarowa aleja pełna kawiarenek i handlowego przepychu, słońca i leniwych spacerowiczów, szczególnie, że dziś niedziela. Niewielu jest ludzi w mieście, co zmieni się drastycznie (jak na tutejsze warunki) po południu.

Nad brzegiem rzeki Cisy jest zielono i spokojnie. Widok na łagodny nurt nie przynosi powodziowych skojarzeń, po przeciwległej stronie zażywają kąpieli w kompleksie basenów mieszkańcy, a parę kroków dalej zobaczyć można resztki zamku, które wykorzystywane są do imprez plenerowo-muzycznych. Tutaj sympatyczny mężczyzna informuje nas, że jest Węgrem mieszkającym na Węgrzech i nie rozumie, dlaczego zagaduje się do niego w innym języku, tutaj święci przysłuchują się ekstrawaganckiej muzyce współczesnej nie zatykając uszu, tutaj sacrum w niejasny sposób staje się profanum.

Jest jeszcze przepiękny i monumentalny budynek muzeum noszący miano swojego byłego dyrektora Móra Ferenca – pisarza i muzealnika, które słynie z monumentalnego dzieła Mihály Munkácsy z 1893 roku „Zajęcie Ojczyzny”. Jest budynek Teatru Narodowego, jest przepych i są ludzie, którzy tłumnie okupują kafejki i lodziarnie, do czego się z radością dołączamy. Atmosfera jest fantastyczna, stare miasto zalane słońcem i przestrzenią szczodrze wykalkulowaną przez architekta. I po raz kolejny przychodzi to poczucie niedosytu, braku wiedzy o perełkach, które mamy w zasięgu ręki, a przede wszystkich motoryzacyjnych możliwości.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (51)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (8)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2016-12-11 09:41
czasem natura bywa budująca.......
 
mamaMa
mamaMa - 2016-12-11 09:53
Fajnie to ujęłaś:-)
 
danach
danach - 2016-12-12 17:57
Noblista bardzo realistyczny, motylek uchwycony w dobrym momencie a kolorowy kawałek chodnika zaskakujący...
 
Pamar
Pamar - 2016-12-13 14:00
figi z ogródka gospodarzy... ekstra!!!!
 
Eugene
Eugene - 2016-12-16 15:39
Mie też zauroczyły te figi od gospodarzy.
 
vlak
vlak - 2016-12-25 20:42
Figi niezłe, ale najlepszy jest Węgier na Węgrzech wyłącznie po węgiersku ;). Nie zaszkodzi też dodać, że ten nowy bezszelestny tramwaj wyprodukowano w Bydgoszczy.
 
marianka
marianka - 2017-01-05 15:25
Ileż to razy mijałam Segedyn w autostopowych bałkańskich podróżach! Muszę temu miastu oddać kiedyś honor i po prostu je odwiedzić. A figami zdecydowanie bym nie pogardziła :)
 
Mirka66
Mirka66 - 2017-05-14 16:41
Ja również nie bylam tam ..... tylko przejazdem.
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 12.5% świata (25 państw)
Zasoby: 860 wpisów860 3488 komentarzy3488 9775 zdjęć9775 1 plik multimedialny1