Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2017    Wzdłuż Panke - część I
Zwiń mapę
2017
12
lut

Wzdłuż Panke - część I

 
Niemcy
Niemcy, Wedding
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 735 km
 
Z nadmiarem wrażeń i w celu uspokojenia emocji po wizycie w Muzeum Sztuki Współczesnej Hamburger Bahnhof można wybrać się nad pobliski Berlin - Spandauer Schifffahrtskanal zwany potocznie Hohenzollernkanal i zostawić za sobą nie tylko niezatarte wrażenia, ale i całe rozkrzyczane i rozbudowujące się miasto. To niewiarygodne, ale parę kroków wystarczy, by poczuć idyllę nabrzeża i łagodność płynącej niezauważalnie wody.

Wędrując w zamyśleniu, a może nawet lekkim letargu, dojdzie się nieuchronnie do adekwatnego dla stanu duszy miejsca – Invalidenfriedhof, czyli Cmentarza Inwalidów. Ta stara, istniejąca od 1748 roku, nekropolia przyjmowała w swoje zimne progi najróżniejszych zmarłych zgodnie z biegiem berlińskiej i prusko-niemieckiej historii. Założona na potrzeby pobliskiego przytułku, w którym ostatnie dni swojego życia spędzali inwalidzi pierwszych wojen śląskich, zaszczycona obecnością wysokich rangą wojskowych pruskich , jak i żołnierzy walk wyzwoleńczych z lat 1813-15, Wiosny Ludów, dowódców poległych w czasie I wojny światowej i funkcjonariuszy III Rzeszy, przy czym tych ostatnich grobów na próżno przyjdzie nam szukać. Zlikwidowano je, ale nazistowskie ciała wciąż spoczywają w tej ziemi. Gdy podzielono Berlin słynnym murem, przebiegał on właśnie tędy i odwiedzający swoich bliskich mogli wejść tylko za odpowiednią przepustką. I to tutaj właśnie padła pod ostrzałem DDR-owskich pograniczników pierwsza ofiara tego muru, której losy poznamy za chwilę. Oprócz niej oddały za próbę wydostania się na wolność swoje życie trzy inne istnienia. A cmentarz trwał, niszczony tym politycznym stanem, zarastał, zachwaszczał się unikając likwidacji tylko dlatego, że partyjniacy uważali pruskich wojskowych za swoich poprzedników.

Gdy zjednoczone Niemcy rozbiły mur, cmentarz odzyskał swoje wyjątkowe, historyczne oblicze. Sprowadzono jedyny ocalały z trzech kiedyś na kościelnej wieży znajdującej się tutaj świątyni Łaski Bożej dzwon, których dźwięk uważano za sensacyjny. Ufundowała go cesarzowa Augusta Wiktoria i był eksponatem na światowej wystawie w 1893 roku w Chicago.

Mnie zachwycił spokojnie śpiący lew, jak dziecina, niezwykle łagodny, na nagrobku pruskiego generała Gerharda von Scharnhorsta zaprojektowanym przez samego Karla Friedricha Schinkla. Można spędzić wiele długich chwil patrząc na wieczny sen króla zwierząt, przespał każdą polityczną sensację i uzurpatorów historii.

I jeszcze kawałek muru przez cmentarz się ciągnący, prowadzący niemalże wprost do wieży strażniczej z czasów DDR. Stoi tutaj wtulona w otaczające ją ściśle bloki, w których wynajmują mieszkania pracownicy Bundestagu, na różowym tle, niepozorna, a kiedyś śmiertelnie groźna. Zachowała się dzięki bratu owej pierwszej ofiary muru, która to 11 dni po rozpoczęciu jego budowy została przez pograniczników z premedytacją zastrzelona. Próbował przypłynąć kanał, a gdy był w połowie i od brzegu dzieliło go jeszcze 20 metrów, dosięgnęły go pociski przeszywające jego głowę od tyłu. Günter Liftin. Przez podział stolicy nie mógł dotrzeć do swojej pracy po zachodniej stronie.
Jego brat Jürgen długo walczył o tę wieżę, w końcu otrzymał w 2002 roku zezwolenie na przebudowę i otwarcie miejsca pamięci. Czynna od marca do października przypomina już zdające się być nierealnymi czasy, gdy państwo zabijało własnych obywateli.
A wieża wymownie łączy się z cmentarzem, zmiany systemowe czy polityczne żonglują sensem i znaczeniami. Pamięć i wolność, udręka i lichy jednostki los ginący w tych przewalających się jak nawałnice systemach i polityczno-kuluralnych tendencjach. Walka, która jest naszym powołaniem … i przeklęciem.

(Liftin jest pierwszą zastrzeloną ofiarą berlińskiego podziału, zmarł 22 sierpnia 1961 roku, dwa dni wcześniej niejaka Ida Siekmann zraniła się przy próbie przeskoczenia muru i zmarła w szpitalu, czyli była pierwszą, do której śmierci ściana się przyczyniła).

Docieramy do Panki, małej rzeczki, która dzielnie przedziera się przez ogromną metropolię, snuje, sielankuje berlińskie wnętrze, meandruje i ginie pod natłokiem rozrastających się osiedli. Nie każdy ją zauważa, ale jeśli już, to odkryje dla siebie wdzięczny obiekt wytchnienia. Zanim jednak całkowicie się oddamy jej łagodnemu wpływowi pod numerem 93 pobliskiej Chausseestraße jak wytrawni łowcy polujemy na … króliki. Są tutaj i tutaj, na chodniku, na jezdni, rozbiegane, złote, czarne. Gdy istniał mur, króliki były jedynymi żywymi stworzeniami, do których, gdy przekraczały granicę, nie strzelano. Taka była umowa. Zasiedliły się wzdłuż całej 120-kilometrowej rubieży, przeskakiwały na jedną i na drugą stronę obserwowane przez lornetki i zapewne niejeden zazdrościł czworonogom tej absolutnej i bezpiecznej wolności w śmiertelnym miejscu. Gdy mur padł, króliki straciły swoją życiową przestrzeń i rozpierzchły się po berlińskich parkach i cmentarzach, a Karla Sachse wymyśliła ten projekt i zasiedliła 120 sztuk w miejscu, do którego te prawdziwe nigdy już nie powrócą.

Toporny pomnik Zjednoczenia z 1962 roku autorstwa Hildegard Leest rozpoczyna sportową część pankowej wędrówki. Na niewielkim skwerku malutkie lodowisko daje okazję do ślizgania się z buta, a małe trampoliny na takimże placu zabaw do chwilowej utraty równowagi. Promenadą Waltera Nicklitza docieramy do niezwykle malowniczego odcinka małej Panki, która meandruje romantycznie pomiędzy znajdującą się po lewej byłą fabryką bielizny, dziś wykorzystywaną kreatywnie przez przedsiębiorców i artystów, a po prawej ruinami Wiesenburg – byłego przytułku z 1896 roku dla mężczyzn (od 1907 roku również dla kobiet). Wyjątkowością tego miejsca było to, że nikogo do niczego nie przymuszano, nie nawracano, a nawet nie wymagano wyjawienia swojego nazwiska, co było ewenementem, jak na tamte czasy. Z przytułku korzystali nie tylko bezdomni, ale i pracownicy sezonowi, jak i służące, a po wojnie zamieszkały tutaj rodziny, które w wyniku bombardowań straciły dach nad głową. Później przybyli artyści, z którymi po dziś dzień właściciel (wspólnota mieszkaniowo degewo) przy akompaniamencie protestów próbuje walczyć.

Przeraźliwe zimno daje się we znaki, więc jak znalazł przy Uferstraße 12 odkrywamy niepozornie z zewnątrz wyglądający lokal „du jardin”. Za ciężką i ciemną kotarą dzielącą drzwi wejściowe od wnętrza odkrywamy gwarne i zaskakująco duże miejsce, które najwyraźniej cieszy się popularnością wśród młodej weddingowskiej publiczności. I choć na pierwszy rzut oka lokal jest pełny, jeden stolik oczywiście się znajduje i spędzamy miłe, rozgrzewane imbirową herbatką, jak i dobrymi strawami, chwile obserwując systematyczne wymazywanie wychodzących z powodzeniem dań z karty dnia.

Już z kawiarni widać od dawna mnie inspirujący budynek, który wyłania się, jak kulisy najlepszego filmu sensacyjnego, czyli sąd w Wedding z 1901-06 roku w stylu neogotyckim. Świątynię wierzycieli, która jest również sądem cywilnym, zdobi figura Iusticji bez wagi, bez miecza i z odsłoniętymi oczami, za to z kodeksem i orłem nad nią (kiedyś „ozdobionym” swastyką). Sąd prezentuje się jak katedra. Milcząca bryła nie zawsze się spełniającej sprawiedliwości.

A Panke płynie dalej. Zaklęta w mury kanału doprowadza nas do ostatniego na dziś etapu swojego biegu – Luisenhaus, kiedyś łaźnia Luisenbad ze źródlaną wodą i restauracją „Luisenbad nad Panką”, a od 1891 roku kamienica Carla Galuschki z odlewnią wody mineralnej „Königin Luise-Quelle”(źródło królowej Luizy), z nową fasadą z przełomu 1906/07 roku, z reliefem „in fonte salus” (w źródle uzdrowienie) i testamentem swojego właściciela wmurowanym w wieżyczkę budynku – własnym życiorysem i kroniką znajdującego się tutaj źródła Gesundbrunnen autorstwa Otto Suchsdorfa. Galuschki się przeliczył i zadłużył do czarnej rozpaczy, którą wyraził 31 grudnia 1910 roku dobijaniem się do bram domu dla obłąkanych Dalldorf i śmiertelnym strzałem, gdy mu ich nie otwarto.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (34)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (8)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2017-02-17 08:58
uroczy ten śpiący lew....wygląda na takiego milutkiego, bezbronnego ......
 
zula
zula - 2017-02-17 10:17
Śpiący lew cudny lecz gdy poczytałam o krolikach to pomysł znaków na drodze bardzo mi się spodobał!
Oczywiście smutne historie muru - rzeki należy zapisać dla pokoleń...
Jak zawsze wspaniały opis!
 
mamaMa
mamaMa - 2017-02-17 10:41
zula, dziekuje za mile slowa. Niestety, nie moge dodac wszystkich zdjec (m.in. Wiesenburg), system mowi, ze plik za duzy, a ja nie wiem, jak sie zmniejsza:-(
Pozdrawiam serdecznie:-)
 
stock
stock - 2017-02-17 13:31
Nie wiem, czego używasz, ale często wystarczy zmniejszenie rozmiaru zdjęcia w zwykłym paincie.
Graniczny rozmiar to około 5,8Mb.
 
vlak
vlak - 2017-02-17 15:28
Do zmniejszania zdjęć proponuję np. program Irfanview. Jest bezpłatny i dosyć intuicyjny.
Lew piękny, skojarzył mi się z podobnymi rzeźbami na Łyczakowie.
 
marianka
marianka - 2017-02-17 21:00
Ale lubię historię o królikach! :)
 
mamaMa
mamaMa - 2017-02-17 22:40
Dziekuje, Panowie, w zyciu to jest piekne, ze codziennie mozna sie czegos nowego nauczyc:-)
 
mirka66
mirka66 - 2017-05-07 21:57
Urokliwe miejsce.
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 1001 wpisów1001 4179 komentarzy4179 12254 zdjęcia12254 1 plik multimedialny1