Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2017    Miejsce, którego nie ma... (miejsca opuszczone)
Zwiń mapę
2017
27
sie

Miejsce, którego nie ma... (miejsca opuszczone)

 
Niemcy
Niemcy, Ketzin
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 8221 km
 
Metalowy kajak wypływa szybko i łagodnie na szeroką Hawelę, której rozlana przestrzeń koryta przy mieście Ketzin szybko nas...przeraża. Gubiąc się w nieokiełznanym krajobrazie i wysilając pod wiatr i prąd szybko wpływamy w dzikie odnóża, cudownie zarośnięte i porośnięte. Łabędzia rodzina domaga się jedzenia tylko dla jej głowy, kierując się zapewne instynktem przetrwania najsilniejszych, a nas kusi widoczna po drugiej stronie stara hala, najwyraźniej opuszczona. Podpływamy do zatrawionego i od dawna nie używanego brzegu i przedzierając się przez chaszcze docieramy do siatki. Do przykładnie i wzorcowo otoczonego budynku daje się jednak wejść, gdyż jedna część ogrodzenia jest przyjaźnie uchylona.

Hala jest starą cukrownią wybudowaną w 1892 roku z połączeniem kolejowym i małym portem. Zamknięta w 1967 roku zamieniła się w istniejący do dziś zakład mieszania pasz, który to jednak nie wykorzystuje najwyraźniej dwóch niszczejących budynków. Teren zakładu to ciekawa mieszanka starego i nowego, nowoczesnego i zapyziałego, używanego i popadającego w ruinę. Jako że stara cukrownia uznana została za zabytek i objęta ochroną to nie można jej wyburzyć, czyli pewnie oczekuje się zbawczego zawalenia.

Jednak największe i niezatarte wrażenie zrobiło na mnie dzisiejszego dnia miejsce, którego … nie ma:

Najpierw był słowiański gród na naturalnych, zachowanych do dziś, wałach, a potem w 1197 roku pojawiła się pierwsza wzmianka o Knoblauch.

Knoblauch to po niemiecku czosnek, jednak wioska o tej nazwie mogła przyjąć ją z trzech innych powodów – od połabskiego słowa „Chleboloky”, czyli jedzący (a właściwie żrący) chleb, bądź szlacheckiej rodziny von Knoblauch, która użytkowała wioskę jako lenno od XV do XVII wieku, albo od słowa „Klebelock” oznaczającego klejącą się dziurę, co z kolei wzięło się od mazistej ziemi, czyli z dużą zawartością iłu.


Do czasów reformacji osada była dobrem kameralnym biskupa Brandenburgii. W 1510 roku doszło do brzemiennego w skutkach wydarzenia, gdy to łatacz garnków Paul Fromm z Bernau ukradł z knoblauchskiego kościoła monstrancję i kielich z hostiami. Złapany i poddany torturom zeznał, że sprzedał większość hostii Żydowi ze Spandau, co zapoczątkowało przerażającą falę prześladowań Żydów w Marchii Brandenburskiej i Berlinie (część zginęła w płomieniach, część wypędzono). Sama wioska w dobie reformacji opowiedziała się za Lutrem i po katolickich tradycjach nie pozostało wiele śladów.
Wojna trzydziestoletnia przyniosła ze sobą głód i zarazę, w obliczu dżumy śmierć była szczęśliwym wybawieniem, a Johann Peter Süßmilch, ojciec niemieckiej statystyki i demografii, jako proboszcz pobliskiego Ketzina głosił w należącej do niego filii ciekawe kazania (rok 1741).

Na pierwszą wojnę światową Knoblauch wysłał prawie wszystkich swoich mężczyzn (92), wróciło zaledwie paru, w czasie II wojny wieś była kwaterą FLAK, czyli artylerii przeciwlotniczej, a pod jej koniec przyjęła 350 uchodźców. Zreformowana po przyjęciu ustroju socjalistycznego, otworzyła 20 marca 1953 LPG ( DDR-owska forma kołchozu). Do Knoblauch przybył towarzysz Walter Ulbrich (Przewodniczący Rady Państwa) niejako uszlachetniając swoją wizytą wieś, echem czego stała się jej wzorcowość – LPG najlepsze w całej DDR, godne i żądne naśladowania. Wisienki na torcie dodało odkrycie złoży gazu w 1961 roku i świetlanej przyszłości już nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Szybko wybudowano magazyn, gdzie ów gaz składano, pierwszy tego rodzaju w kraju, podziemny. Znajdował się dokładnie pod wioską...

Cztery wieże wiertnicze i dumne piersi mieszkańców. Cztery lata napełniano ów magazyn, by nagle i z przerażeniem stwierdzić, że w całej miejscowości czuć gaz! Już w 1965 roku doszło do jego wycieków i podwyższonego stężenia tlenku węgla w powietrzu, z którego to powodu część mieszkańców spędzała noce w prowizorycznych barakach, by w dzień wietrzyć swoje mieszkania. Latem 1966 roku eksplodował zawór magazynu, na naprawę szkody potrzebowano aż czterech dni, a mglistą październikową niedzielą oderwał się wentyl i zza gospody wytrysnęła fontanna wody, gazu i piachu. Żarty się skończyły i to głównie ze względu na trwającą zimną wojnę i strach przez międzynarodową kompromitacją 22 grudnia 1966 Rada Ministrów NRD podjęła decyzję o wysiedleniu mieszkańców. Przed ewakuacją doszło jednak do eksplozji w podziemnym magazynie, w wyniku której zginęło dwóch pracowników. Państwo wykupiło całą wieś, łącznie z kościołem, oferując takie odszkodowania, że mieszkańcy po dziś dzień o ich wysokości milczą. Przeniesieni do okolicznych miejscowości zapewne bezradnie przyglądali się wjeżdżającym buldożerom kierowanym przez czerwonoarmistów. 800-letnia wieś na zawsze zniknęła z map w 1969 roku, chociaż...

Zostali tutaj Ernest i Anna, rodzina Schrabsdorffów - Emma, Franz, rodzice poległego muszkietera Emila, ukochany mąż, dobry ojciec i brat Erich Eichstadt, 80-letni Carl Ludwig Günther, Martin i Joachim Frehland, Hermann Kakuschke i trzyletnia ukochana córeczka i siostra Ilona Schilling oraz jeszcze wielu innych.
I wieża stacji energetycznej z małym transformatorem, do rozsyłania prądu w zdziczałą knoblauchowską przestrzeń.

Cmentarz został, jakimś dziwnym cudem porósł tylko bluszczem i zmurszał upadającym niejednym nagrobnym krzyżem. Na jednym grobie stoi dopiero co postawiony czerwony znicz.

Wokół owocowe drzewa, jeżyny i dzika róża. Polny goździk i chmiel. Słowiański wał z zamierzchłej przeszłości wciąż promieniuje pierwotności dostojeństwem. I ulica, kiedyś przez środek wioski przebiegająca, do dziś zwie się Knoblaucher Chaussee.

Prąd, cmentarz i słowiański ślad po tych ośmiuset latach życia pełnego emocji, znaczących i nieznaczących wydarzeń, obchodzonych świąt, rodzących się dzieci i umierających starców. Brak rozsądku, przewidywalności i wszystko za jednym koparki zamachem zniknęło na zawsze.

Nie wszystko. Symbolicznie – wieża w górę, a zmarli w dół, a pomiędzy owocująca prokreacją sierpnia natura.

Na koniec tego przedziwnego dnia biorąc udział w japońskiej ceremonii parzenia herbaty matcha – w doskonałej ciszy i niewiarygodnym skupieniu, zwieńczonej cierpkim smakiem zielonego trunku złagodzonym słodkim biszkoptowym wypiekiem z gwiazdką, naszły mnie dziwne myśli...

Los przewrotny. Przestrzeń Haweli, opuszczona cukrownia, zniszczona wieś, której mieszkańcy wciąż się jej trzymają i ten cierpki smak z odrobiną na jego złagodzenie słodyczy – samo wspaniałe życie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (42)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (7)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2017-09-03 14:28
niesamowita historia tego miejsca ...... chyba jednak nie chciałabym tam żyć
 
stock
stock - 2017-09-03 21:31
Ale historia, aż się prosi, żeby opisać to w książce.
 
zula
zula - 2017-09-04 14:49
... poszczególne rozdziały książki już czytamy!
Teraz "tylko" wydawca i jest,
...mamaMa czas pomyśleć !
:-)
 
mamaMa
mamaMa - 2017-09-04 14:57
Historia, ktora wciaz sie toczy...
Nie opisalam aktualnej sytuacji, troche tego byloby za duzo, ale przy wjezdzie do bylej wioski znajduje sie wciaz firma, ktora sie tym gazem zajmuje. Aktualnie przeprowadzane sa eksperymenty...

Co do ksiazki - wciaz zachecana kiedys o tym pomysle. Kiedys, gdyz aktualnie inne sprawy sa wazniejsze:-)
Dziekuje i pozdrawiam:-)
 
marianka
marianka - 2017-09-05 15:23
Nie chce się wierzyć! A po dodaniu jeszcze informacji z Twojego komentarza, buzia ze zdziwienia nie chce się zamknąć.
 
danach
danach - 2018-01-28 14:17
Miejsce niesamowite ale skąd tam ceremonia parzenia matchy ?
Na książkę oczywiście cały czas czekam :)
 
mamaMa
mamaMa - 2018-01-28 21:51
danach, ceremonia odbyla sie w Berlinie, sprezentowana na zakonczenie tej milej, sierpniowej niedzieli:-)
Wypada mi powiedziec - mam nadzieje, ze sie doczekasz:-)
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 1001 wpisów1001 4179 komentarzy4179 12254 zdjęcia12254 1 plik multimedialny1