Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2017    Szlak 66 jezior - etap IV, część 1
Zwiń mapę
2017
30
wrz

Szlak 66 jezior - etap IV, część 1

 
Niemcy
Niemcy, Trebbin
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 8955 km
 
W związku z dwuminutowym spóźnieniem na pociąg osobowy mający nas dowieźć do Michendorf, skąd autobusem mieliśmy dojechać do Stücken, decydujemy się podjechać kolejką miejską na Westkreuz i stamtąd osobowym dojechać do Trebbin, czyli przejść etap IV książkowo.

Wysiadamy na starym dworcu kolejowym, który od razu przybywających informuje, że stąd do Berlina 34,30 km. Niedaleko, jednak my kierujemy się niebieskim punktem do centrum sennego miasteczka. Trebbin brzmi słowiańsko i prawdopodobnie z tego języka wziął swoje pochodzenie, oznaczające miejsce wykarczowaniu lasu. Historia miejscowości sięga XIII wieku i nabiera znaczenia posiadaniem urzędu celnego i nabyciem praw handlowych oraz smutnym podwójnym przetrzebieniem dżumą oraz pożarami. Po wojnie trzydziestoletniej (czyli w roku 1648) żyło w mieście 25 osób, którym z 149 pozostały 24 domy do użytku.

W 1794 roku urodził się w Trebbinie Wilhelm Hensel, malarz i rysownik, mąż Fanny Mendelssohn Bartholdy, ukochanej siostry kompozytora Felixa.

Wiek XX przyniósł rozrost miasta poprzez napływ uchodźców, rozwinęło się meblarstwo i ogrodnictwo, a od lat 20-tych Trebbin stał się centrum niemieckiego szybownictwa. Do tego wszystkiego wydarzyło się tutaj coś, co w całym Niemczech zarejestrowano 46 razy – 1 marca 1988 roku uderzył w miasto meteoryt-chondryt.

Jednak Trebbin to Clauerstadt – miasto Hansa Clauera, niemieckiego Dyla Sowizdrzała, złośliwego figlarza, uosobienia ludowej mądrości i rubasznego plebejskiego humoru, spryciarza i przebiegłego osobnika, który zawsze i wszędzie wybrnie z potrzasku. Hans urodził się tutaj i wyuczył na ślusarza, by zarabiać na życie handlem bydłem, a w ten sposób nabyte pieniądze wydawać na grę w karty i inne hazardowe przyjemności. Żona Margareta wciąż się z nim o to kłóciła, aż w końcu przed elektorem brandenburskim Joachimem II Hektorem oskarżyła. Ten zawezwał winowajcę na swój berliński dwór i dał się oczarować ostrym żartem i błyskotliwą inteligencją. Clauer stał się częstym bywalcem dworskich uroczystości, na których zabawiał towarzystwo. Zmarł na dżumę w wieku 6o lat. Co na jego dworską karierę powiedziała żona, nie wiadomo...

Miasteczko jest urocze, spokojne bardzo jak na sobotę, choć przed urzędem miasta, a co za tym idzie – urzędem stanu cywilnego, małe ślubne zgromadzenie z muzyką z przenośnego radia i płatkami róż. Wiele starych domów, zniszczonych i opuszczonych, ciekawych motywów fotograficznych, kościół mariacki i szyldy dawnych sklepów bądź warsztatów dawno opuszczonych przez właścicieli. Kierujemy się w stronę wioski Löwendorf mijając ogródki działkowe, z których jeden zaskoczył maszerujących kolejką elektryczna z najprawdziwszego zdarzenia. Ile zabawy musi mieć działkowicz, gdy modele pokonują zawiła i długą trasę!

Przechodzimy nad rzeczką Nuthe i skręcamy w las, by mijając grób nieznanego rosyjskiego żołnierza rozpocząć piaszczystą wspinaczkę na Löwendorfer Berg, najwyższe, 103-metrowe wzniesienie parku krajobrazowego Nuthe-Nieplitz powstałe w okresie zlodowacenia północnopolskiego, zwieńczone przepięknymi widokami z wieży. Po zamaszystej przestrzeni i lekkim wzmocnieniu sił czas na leśne szczegóły i detale, które tylko na miękkim poszyciu nabierają wyjątkowej formy i znaczenia. Jakby położone anielską ręką drobinki sosnowego igliwia na wygodnych grzybnych kapeluszach, jakby przyłapane na czułościach wzajemnych mchy i młode dębów pędy. Sucha trawa na tle sosnowego pnia i wijąca się pomiędzy lasem a polem przyjemnie chrzęszcząca piaszczysta droga.

Dzisiejszy etap dzielimy na dwie części i zbaczamy na trasę alternatywną prowadzącą do Schönhagen. Najpierw mijamy zdający się być opuszczonym dom restauratora antyków i wkraczamy do wioski witani tak przeze mnie lubianymi stoliczkami z sezonowymi, ogródkowymi dobrociami z maleńką kasą raczej w ramach wdzięczności niż potrzeby bogacenia się. Dynie przede wszystkim, pękate i soczyście pomarańczowe, ale i czerwone pomidory, fioletowe śliwki czy przetwory własne zaklęte w słoikach. Brama jak do dworu trochę łudzi szansą na szlacheckie włości, jednak takich tutaj już brak, jest za to niezwykłe … lotnisko, na którym przytulimy do miękkich poduszek nasze głowy.

Lotnisko w Schönhagen zaskakuje swoim położeniem na odludziu. Założone przez siły lotnicze Wehrmachtu w 1925 roku służyło do lądowań awaryjnych. Architektura pierwszych budynków nie kryje tamtego hołubionego przez nazistowskie władze stylu – budynek prosty, w kształcie litery U, dziś ginie pośród hangarów i rozmachu działających wokół przedsiębiorstw. W latach 1937-45 miał tutaj swoją szkołę Narodowosocjalistyczny Korpus Lotniczy NSDAP, a w czasach NRD działał kombinat szkoleniowy organizacji sportowo-technicznej „Ernst Schneller”. Dwuosobowy samolot akrobacyjny FSS-100 Tourist – jedyny taki skonstruowany i wybudowany w NRD powstał właśnie na tym terenie. Dzisiaj właścicielem jest spółka lotnicza należąca do sektora publicznego, która doskonale sobie radzi z jego zarządzaniem. Zaskoczeni jesteśmy nie tylko paroma firmami, które zajmują się budową wszelkiej maści samolotów i ich utrzymaniem, szkółkami lotniczymi, w których można zrobić z siebie asa przestworzy, możliwością turystycznych przelotów, również balonem, ale i doskonałą restauracją z idealnym widokiem na pas startowy, jak i ciekawie urządzonym hotelikiem z salami konferencyjnymi. Lotnisko oferuje swoje usługi przede wszystkim osobom prywatnym załatwiającym interesy w pobliskiej stolicy, wystarczy się zameldować, a cała reszta zostanie zorganizowana – odbiór, odświeżanie w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach i dla załogi i dla biznesmena czy bizneswomen, VIP shuttleservice, a potem noc jakby w samolotowej kabinie z widokiem na pas startowy. Migające przytulnie światełka i wrzos, który zapamiętały oczy, usypiają kojąco do snu.

Zgiełk terminalów stolicy, a sielanka łąkowego pasa startowego tutaj – luksus oczywisty.

Po powrocie odkryłam ze zdziwieniem, że nie zrobiłam staremu budynkowi z czasów przedwojennych żadnego zdjęcia – nadrabiam linkiem:-)

Jezior nie było, niestety, żadnych... za to ile jesiennego słońca!

Trasa: ok. 10 km
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (49)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (7)
DODAJ KOMENTARZ
mirka66
mirka66 - 2017-10-02 22:14
Slabo znam te czesc Niemiec.Pieknie tam.Musze ten brak szybko nadrobic.
 
mamaMa
mamaMa - 2017-10-02 22:22
Obys sie nie zawiodla - jej uroda nie od razu do odkrycia na pierwszy rzut oka;-)
 
zula
zula - 2017-10-03 14:05
Bez jezior ale jaka różnorodność trasy... leśny spacer z grzybami ,źdźbłem trawy i piękna drogą!
Finał wśród samolotów i nocleg z widokiem marzenie...warte dwie minuty spóźnienia !
Zdjęcia marzenie!
 
mirka66
mirka66 - 2017-10-07 18:27
mamaMa - lubimy chodzic i szukac.Wiec mysle, ze sie nie zawiode.
 
Marianka
Marianka - 2017-10-22 04:33
Jesień, jesień piękna!
 
danach
danach - 2017-11-08 12:28
Piękny jesienny spacer i ile wrażeń a widok z wiezy jak zwykle wspaniały :)
 
BoRa
BoRa - 2017-11-18 18:16
Cudne zdjęcia!, czerwonawy muchomorek w zielonym mchu, aż się uśmiecha.
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 13% świata (26 państw)
Zasoby: 1001 wpisów1001 4179 komentarzy4179 12254 zdjęcia12254 1 plik multimedialny1