Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2020    Leśne imprezy i kobieta, która przez osiem lat była mężczyzną
Zwiń mapę
2020
01
sty

Leśne imprezy i kobieta, która przez osiem lat była mężczyzną

 
Niemcy
Niemcy, Güldendorf
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2 km
 
Że grała tutaj muzyka, że orkiestra rozrywkowa przygrywała letnikom tańczącym w jej skocznym rytmie, trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Że spacerowano, że przyjeżdżano licznie tzw. Latającym Ślązakiem, który zatrzymywał się na tutejszej stacji tylko po to, by wypluć spragnionych zabawy i rozrywki. Cztery budynki – dworzec kolejowy, restauracja i dwie wille – wystarczyły, by Buschmühle stało się niezwykle popularnym miejscem. Dzisiaj jest już tylko lasem.

Po dworcu kolejowym nie pozostało ani śladu, zniszczony w zwierzęcej furii wojny i nienawiści do równie okrutnego przeciwnika. Czerwonoarmiści rozszarpali to miejsce, jakby właśnie zabawy i odpoczynku znienawidzonych Niemców bali się najbardziej. Z pierwszych, pochodzących z 1646 roku wzmianek, wiadomo, że istniał tutaj młyn, którego działalność zakończyła budowa stacji kolejowej w 1846 roku. Zamiast mielenia mąki zajęto się organizowaniem imprez szczególnie w weekendy, gdy spragnieni odpoczynku mieszkańcy pobliskiego Frankfurtu nad Odrą kręcili się po okolicznych lasach w poszukiwaniu atrakcji. Na starych pocztówkach lokal lokal wygląda okazale – duży i jasny budynek z tarasem wraz z rozstawionymi stolikami i krzesłami przed. Dzisiaj pozostało po nim zaledwie kilka schodów i metalowa poręcz, o którą być może opierali się flirtujący i flirtów wypatrujący. Więcej nie ma nic.

Wracamy do punktu wyjścia i pod kolejowym wiaduktem przechodzimy na drugą stronę ulicy. Stromo w górę wdrapujemy się do punktu widokowego podziwiając nadodrzańską, słońcem zalaną krainę. Zmurszała ławka i po zboczu zaskakujących wzniesień ciągnąca się wydeptana przez leśne zwierzęta ścieżka. Czujemy się trochę jak krasnoludki, które w wolnym od pracy dniu eksplorują tajemniczą okolicę. Docieramy do osady Weinberge, będącej częścią najstarszej dzielnicy Frankfurtu nad Odrą, Güldendorfu. Mijając zieloną tabliczkę z peanem na cześć lasu wędrujemy urokliwą dróżką mijając bagna, malowniczo kołyszące się drzewa i brązowe grzybnie, by dotrzeć do miejsca, które stało się własnym cmentarzem. Dwie kolumny i parę cegieł zaplątanych w wyrwanego drzewa korzenie.

Elfriede Thum malowała barwnie, ekspresjonistycznie, mocno - czyli nieprzyzwoicie, jak na czasy Republiki Weimarskiej. Była w dodatku kobietą, a one, według sobie współczesnych, malowały jedynie „kobieco”. Elfriede podpisywała obrazy swoim nazwiskiem, ale gdy w 1912 roku słynna berlińska galeria Cassirer wystawiła jej dzieła, dodała do niego imię Erich, czyniąc z artystki ... mężczyznę.

Sukces przyszedł niemal od razu. Erich Thum trafił na artystyczny piedestał berlińskiej sceny i został zaliczany do najwybitniejszych ekspresjonistów. Gdy jednak w 1920 roku przy okazji wystawy w galerii Ferdinanda Möllera, dociekliwy berliński dziennikarza odkrył prawdziwą płeć artystki, głośno zastanawiając się nad obrazem zatytułowanym „Akt przed lustrem ”, niemiecka stolica wzbogaciła się o kolejny skandal. Ośmioletnie funkcjonowanie pod męską tożsamością wyrobiło jednak Elfride taką renomę, że zaakceptowano ją również jako kobietę.

Około 1910 roku Elfriede odwiedziła Frankfurt nad Odrą i zawędrowała w okolice Czecznowskiej Szwajcarii (w oryginale: Tzschetzschnower Schweiz), położonej w paśmie Lossower Berge (Łosowskie Góry). Szumna nazwa odpowiadała urokowi okolicy pełnej łagodnych wzniesień, wąskich strumieni i rozśpiewanych ptaków. Oczarowana malarka od razu kupiła kawałek ziemi i złożyła w odpowiednim urzędzie wniosek o zgodę na budowę domu, którą bez przeszkód otrzymała.

Villa Thum powstała w 1911 roku, a gdy dwa lata później jej właścicielka wyszła za mąż poetę i dramaturga Rolfa Laucknera, zamieszkała tu z nim. Do 1943 roku spędzali w willi przede wszystkim miesiące letnie. Tajemnicza i uparta artystka w okolicznych lasach i na odrzańskich łąkach szukała motywów, a zarazem porządkowała wspomnienia z europejskich podróży. Chętnie przyjmowała także gości, z którymi przy świetle naftowej lampy rozmawiała o sztuce.

Sielankę zakończyła wojna i naziści, szczerze nienawidzący artystów. Dzieła Thum uznano za zdegenerowane, co oznaczało zakaz ich publicznego wystawiania. Choć nazistowskie władze nie zarządziły ich konfiskaty, większość zaginęła w wojennej zawierusze. Sama Elfriede zmarła w 1952 roku na zapalenie płuc wywołane niedożywieniem.

Jej leśna willa wprawdzie przetrwała pokiereszowana wojnę, ostatecznie jednak została rozebrana. Dzisiaj stoimy przed dwiema kolumnami, które uparcie strzegą wejścia do miejsca, którego już nie ma. Nie jarzy się płomień naftowej lampy, artyści nie malują i nie piszą, goście nie wsłuchują się w hipnotyzujący szum lasu. Poza tablicą informacyjną i wiedzą dostępną w internecie nie sposób odnaleźć tu śladów płodnego, przekornego życia kobiety, która przedarła się przez społeczne konwenanse, udając przez osiem lat mężczyznę.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (21)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
BoRa
BoRa - 2020-06-09 20:49
Serio z tym udawaniem? Aż 8 lat?
 
mamaMa
mamaMa - 2020-06-10 09:31
Serio, BoRa, aż, a może tylko - płodny czas, który potrzebowali mężczyźni, by kobietę nie tylko zaakceptować, ale uznać jej malarskie dokonania na równi z męskimi.
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 19.5% świata (39 państw)
Zasoby: 1567 wpisów1567 5806 komentarzy5806 25723 zdjęcia25723 1 plik multimedialny1