Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2021    Rubaszność kurdybanka (pałace i dwory Brandenburgii)
Zwiń mapę
2021
24
maj

Rubaszność kurdybanka (pałace i dwory Brandenburgii)

 
Niemcy
Niemcy, Zichow
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1746 km
 
Skromny i od razu mnie zauroczył. Nazywa się go pałacykiem Schoeler (Schoeler-Schlösschen) od nazwiska znanego berlińskiego okulisty, Heinricha Schoeler, który pomieszkiwał w nim w latach 1893-1918. Wybudowano go okołu roku 1750, przed Schoeler właścicielami była znana wkrzańska rodzina von Buch. Alexander von Buch, syn pruskiego kamerdynera w nieistniejącym już pałacu w pobliskim Schwedt, rozbudował go znacznie w latach 30-tych minionego wieku. Fakt ten wykorzystało Hitlerjugend, które zawłaszczyło sobie dworek na własny ośrodek. Po wojnie popadał w ruinę w towarzystwie przedszkolaków, a dzisiaj wyremontowany służy firmie rolniczej specjalizującej się w produkcji ekologicznych zbóż.

Stoję przed nim nie mogąc oderwać oczu i duszy. Maj na wsi jest odurzający, energetyzujący. Maj pochłania koronkową zielenią, rozjaśnia kwiatem mlecza i roni łzy błękitem niezapominajki. Niewinność zaklęta w dzwonek konwalii, rubaszność w niebieskim kwiatku kurdybanka. Czarująca oprawa dla idylli rozsianych po Marchii Wkrzańskiej osad. Parę metrów dalej odkrywamy obrazek jakby wycięty z wschodnich kresów – kościółek w stodole z niebieskimi drzwiami, a za bramę służą drewniane deski z krzyżem na szczycie. Kiedyś Wilmersdorf miało kamienny kościół, który został zniszczony w czasie walk między Brandenburgią a Pomorzem w 1467 roku. Dopiero w 1935 roku Alexander von Buch złożył wniosek o wybudowanie nowego, który, jak łatwo się domyślić, został przez nazistów odrzucony. Miejscowe leśnictwo oddało więc na zbożny cel swoją stodołę, którą po zmianie systemu opiekuje się gmina.

Parę kilometrów dalej znajduje się Greiffenberg, kiedyś najmniejsze miasto DDR. Dzisiaj senna osada, gdzie w XIII wieku wybudowano twierdzę, którą zaznaczono terytorialne prawa. Na północnym wschodzie panowali pomorscy książęta, których dynastia askańska skonfrontowała ze swoją potrzebą dostępu do Bałtyku. Pierwsze wzmianki pochodzą z roku 1261, Greiffenberg było w posiadaniu rycerza Johannesa de Grifenberga, którego przodkowie wybudowali tutaj szpital. Razem z obronnym zamkiem otaczali przejezdnych opieką, ale i odstraszali wrogów. Skandynawscy kanonierzy zniszczyli obiekt w czasie wojny brandenbursko-szwedzkiej w 1674 roku, a dziś program ochrony zabytków próbuje ratować to, co jest do uratowania. Na wzgórzu odnajdujemy plac budowy, ale i średniowieczną atmosferę z pięknymi widokami.

W Polßen uczeń samego Schinkla, Friedrich August Stüler zaprojektował dwór, który wygląda jak pałac. Czerwony i szary, czyli cegła i kamień polny, jako typowe dla Marchii Wkrzańskiej materiały, tworzą od czasu jego budowy (1844/46) budynek, który ukazuje się bokiem wyciągając w niebo strzelistą wieżę. Onieśmiela trochę, więc lekko się ociągając podchodzimy pod samo wejście. A tam biało-czarny kot pilnuje leniwie włości pod czujnym okiem rycerskich przyłbic. Po XX wiecznym braku szacunku dla arystokracji zakupiła posiadłość rodzina Wierenga, która wynajmuje apartamenty letnikom i prowadzi gospodarstwo. Nikogo poza groźnym psem Nina (która notabene wydostaje się z kojca i próbuje zagryźć naszego psa, na szczęście bezskutecznie) nie spotykamy. Idziemy do zdziczałego parku, który kusi malutkimi ścieżynkami pośród bluszczu i docieramy nad staw i do placu zabaw dla dzieci. Urok Marchii osacza z każdej strony, a huśtawki prowokują do beztroski. Beztroski pozornego spokoju.

Golm kusi nazwą, budzi groźne wspomnienia, ale Golm wkrzański jest malutką wioską z zupełnie nieciekawym dworkiem. Szary, bury, schowany za drzewami. Mężczyzna myje swój samochód i potwierdza nasze lekkie rozczarowanie. Tak, to on. Zagubił się w socjaliźmie i takim pozostał. Opuszczamy go. I to, co się stanie teraz, podzielę na dwie części:

Od 1745 roku barokowy pałac sąsiaduje ze średniowiecznym stołpem, pochodzącym prawdopodobnie z XIII wieku. Stołp jest pozostałością po zamku, o którym po raz pierwszy wzmiankowano przy okazji umowy między Ludwikiem VI Rzymianinem vel Ludwikiem II, który oddał teren Pomorzu. Graniczne pakty, które powstały rok później (1355) regulują prawa własności do Zichow już bardzo wyraźnie. Najpierw rezydowała tutaj rodzina von Sydow, od 1456 roku właścicielami została stara szlachecka rodzina von Arnim, która została wywłaszczona w 1945 roku. To oni zafundowali sobie barokowy pałac po pożarze w 1745 roku, który prezentuje się świetnie do dziś. Pomimo opuszczenia i zniszczenia, którymi to faktami zdaje się nikt nie zajmować. Po wojnie służył za spichlerz, później za szkołę, po upadku systemu należąc do gminy przyjmował turystów za symboliczne euro, od 2015 roku jest w rękach prywatnych kolekcjonera pałaców. Niestety kolekcjoner chyba o nim zapomniał. Już od pierwszego wejrzenia łatwo się nim zauroczyć. Robi imponujące wrażenie, jest malowniczy i fotogeniczny. Tchnie energią arystokracji i gromadzonego bogactwa. Pieszczony przez stulenia nie tak łatwo gubi tynk i farbę. Obchodzimy go nabożnie, a on wchłania nas stromym oknem w piwnicy. Powitanie jest chłodne, ale z każdym krokiem rozjaśnia się, by w końcu ugościć zalanymi słońcem komnatami. W hali są dwa kominki, kręcone schody oddziela wisząca jeszcze kotara, sztukateria na sufitach marszczy się łuszczącą się farbą, ale pokoje grafa, grafiny i ich syna popadły w depresję. Cienka granica pomiędzy nadzieją, a rozpaczą. To dziwne uczucie być w środku i widzieć kręcących się wokół niego paru ludzi. Ekskluzywna gościna. Na zewnątrz idziemy jeszcze nad pałacowy staw, gdzie trudno oprzeć się pędom dzikiego chmielu. To przy nich zaczyna się część druga:

Starszy mężczyzna próbuje pokazać siedzącej na wózku schorowanej kobiecie małego pieska. Nie wiadomo czy go widzi, mężczyzna jednak robi swoje i nieustannie opowiada jej z miłością o świecie. Gdy dostrzega mnie na stromym brzegu pyta, co zbieram. Odpowiedź pobudza go roślinnych opowieści o leśnych skarbach Brandenburgii, o wyjątkowych smakach i zanikającej wśród miejscowej ludności wiedzy. Na pytanie skąd pochodzi, odpowiada, że stąd, że zawsze tutaj mieszkał. Jego żona znajduje się ze względu na stan zdrowia w ośrodku, on mieszka teraz w pobliskim Schwedt i przyjeżdża do niej, jak tylko może. A może często. To ładne miejsce. I tak, pamięta pałac jeszcze z czasów wojny. I po niej. Wtedy był zadbany, pełen szkolnych dzieci. Dzisiaj przykro patrzeć. Jak wtedy, w czasie wojny. Zaniża głos, lekko wykrzywia twarz. „Tam była filia obozu z Ravensbrück, te budynki za pałacem. Pracowały kobiety, dla niego, von Arnim. Mógłbym wiele opowiedzieć. Mógłbym...”. Jednak nie opowie. Patrzy znacząco i koncentruje się na żonie, kwiatkach i słonecznych stronach życia. A ja szukam informacji. Wikipedia, ani żadne inne źródła nie wspominają nic o nazistowskiej przeszłości tych dóbr. Dopiero konkretne wpisanie hasła otwiera strony historii przestępstwa przeciwko ludzkości. Rzeczywiście prawdopodobnie 92 kobiety w latach 1944-45 przywiezione były tutaj na życzenie Hansa-Georga grafa von Arnim w celach przymusowych robót na jego polach. Zakwaterowane były w spichlerzu, gdzie nie było ani ogrzewania ani łazienek czy ubikacji. Miały ogolone głowy, spędzane były rano na apele i w towarzystwie krzyków nazistów z pieśnią na ustach maszerowały do pracy.

Podwójna linia życia. Nieustanne jego młyny, którym brak sprawiedliwości. Ile przestępstw utonęło
w mrokach dziejów? Nigdy nie wyjaśnione, lub takie, o których świat się nigdy nie dowiedział? Wmawiają nam, że sprawiedliwość zawsze zwycięża. Zawsze? Skąd te dane?

Może ta pałacowa stagnacja stąd się właśnie bierze, z procesu samooczyszczania, bo nikt inny tego za niego nie zrobi.

Czasami takie sprawy załatwia za nas przypadek, czasem przyroda. Jak w Gramzow, dziś za najstarszą uznawana osada w Uckermark (Marchia Wkrzańska), o której po raz pierwszy wspomniano w 1168 roku. W Gramzow w latach 1177/78 założono klasztor norbertanów, który miał ogromne znaczenie w okolicy i był odpowiednich gabarytów. Rządy dusz i ziem sprawowano do sekularyzacji, gdy najpierw klasztoru nie używano, a w 1687 roku oddano budynki uchodźcom Hugenotom. Aż pewnej niedzieli 23 lipca 1714 roku około 14 po południu w domu pochodzącego z Palatynatu Hansa Schäffer wybuchł pożar, który rozprzestrzenił się błyskawicznie po wysuszonym brakiem deszczu Gramzow. Klasztor spłonął doszczętnie, z kościoła pozostała tylko jedna ściana, która dziś świadczy o starej historii kościelnej kolonizacji. Imponujący szkielet pozbawiony modłów i szeptów spowiedzi.
Odpoczywamy przez chwilę na kładce nad jeziorem, jedząc rodzynki i słuchając świergotu ptaków. Kwintesencją Brandenburgii jest woda. Woda, podstawa rzeczywistości materialnej.

Na koniec jedziemy jeszcze do Lützlow, małego dworku należącego do Wilhelma von Arnim-Lützlow, dziedzica i właściciela okolicznych dóbr, który zginął wraz z żoną w Berlinie 23 listopada 1943 roku w czasie nalotów bombowych. Dzisiaj w jego posiadłości mieszkają potrzebujący opieki starsi i niedołężni. Żółty dworek, z arystokratycznymi akcentami jest mieszkaniem na ograniczony chorobą ziemski czas. Przejściowym kątem. Ostatnim przystankiem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (49)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (5)
DODAJ KOMENTARZ
danach
danach - 2021-06-04 23:07
Pałac Zichow ma potencjał , super,że udało się wejść do środka , ale boję się o Was ,że coś może spaść na głowę
 
mamaMa
mamaMa - 2021-06-04 23:17
Nie bój się, złego diabli nie biorą;)

Wbrew pozorom jesteśmy bardzo ostrożni. I zapewniam, że nie wchodzimy w miejsca, które czymkolwiek grożą. Choć wiem, że trudno w to uwierzyć;)
 
BoRa
BoRa - 2021-06-10 15:07
Piękny opis, uwielbiam Twoje "koronkowe" opisy majowej zieleni :-)
pozdrawiam
BoRa
 
mamaMa
mamaMa - 2021-06-10 17:16
BoRa - jesteś! Serdeczne pozdrowienia i piękne lata Ci życzę. Wróć do nas z opisami:)
 
marianka
marianka - 2021-06-17 11:52
A, to samo pytanie mi się kołacze w głowie - ile jeszcze było takich ukrytych filii, prywatnych obozów koncentracyjnych? O których nigdy się nie dowiemy?
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 17% świata (34 państwa)
Zasoby: 1277 wpisów1277 5141 komentarzy5141 19179 zdjęć19179 1 plik multimedialny1