Prignicka wioska Rühstädt jest trochę jak szwedzkie Bullerbü – bociania sielanka nad rzeką Łabą. Bociany dziś omijamy, nasze kroki kierujemy do pałacu Magdalene von Jagow z rodu von Bismarck, która w latach 1780-1782 wybudowała go wspólnie ze swoim mężem. Klasycystyczna rezydencja stanęła na fundamentach starego pałacu, który spłonął w 1780 roku. Dwukondygnacyjny budynek, z fasadą charakteryzującą się pilastrami i profilowanymi portalami oraz zachowanymi do dziś detalami stropowymi i stiukowymi, powstał jako wielopokoleniowa siedziba miająca służyć rodzinie von Jagow przez stulecia.
Historia potoczyła się, jak to bywa, inaczej. Przez ponad sto lat rodzina von Jagow rzeczywiście żyła tu na swoich włościach. Zarządzała okolicznymi dobrami, polami i lasami, wybudowała cegielnię. Tutaj rodziły się i wychowywały dzieci, rodzina von Jagow utworzyła nawet osobną linię rodową – von Jagow-Rühstädt. Za pałacem założono najpierw nieistniejący już renesansowy ogród, z którego rozwinął się rozległy park krajobrazowy. Olbrzymie drzewa, m.in. imponujący mamutowiec, wraz z 10-metrowym obeliskiem z piaskowca ustawionym jako point de vue, czyli punkt wizualny i centralny element osi kompozycyjnej parku. Odarty z herbów i inskrypcji rodu Grumbkow, dawnych właścicieli spalonej posiadłości. Zatarte ślady egzystencji z zazdrości? Rozpanoszenia? Czy socjalistyczne niszczenie szlacheckich śladów?
Docieramy na skraj parku i w jego południowo-zachodniej części odkrywamy, otoczoną ceglastym murem, rodzinną nekropolię tych von Jagow. Mają wspaniały widok na pałac. Długa aleja z jednej perspektywy prowadzi do rodzinnego życia, z drugiej do grobu.
Wszystko zależy od tego, w którym miejscu życia stoisz i w którą stronę patrzysz.