Niewielkie wzgórze, którego szczyt usłany jest starymi nagrobkami. Mistycyzm. Podobno jeszcze w czasach przedchrześcijańskich miało tu znajdować się miejsce kultu. Ze stromego, tarasowego stożka bazaltowego rozciąga się doskonały widok na dolinę Schwalm. Idealne miejsce na rytuały. Bądź na fortyfikację. I chociaż brak ostatecznych dowodów na tę teorię, w 2009 roku obchodzono 1000-lecie kaplicy, którą w czasach chrystianizacji miał wznieść św. Bonifacy.
Pierwsza wzmianka o Schönbergu pochodzi z 1030 roku, jako darowizna dla opactwa w Fuldzie. Romańskie mury zewnętrzne kaplicy pochodzą z XII wieku, a o jej funkcji jako kościoła parafialnego wzmiankuje się w 1261 roku. Łamany kamień, od wschodu wczesnogotyckie prezbiterium, pięcioboczne na zewnątrz, półkoliste wewnątrz. Surowe, białe ściany, w XV wieku ozdobione w malowidłami w kilku miejscach widocznymi do dziś. Chrzcielnica z XIII wieku i trzy dzwony z XV, XVI i XVII wieku. Do czasów reformacji chętnie przybywali tu pielgrzymi, tym bardziej, że przez wzgórze przebiegał szlak handlowy Przez Długą Hesję (Durch die langen Hessen).
Rozsypane po wzgórzu wokół kaplicy nagrobki spowalniają czas. Pochylone żeliwne krzyże wprawiają w zadumę. Kamienne stele zachwycają precyzją wykonania i dbałością o detal. Na tle przestrzeni rozpościerającej się za grobami znika poczucie lęku przed śmiercią. Jak musi tu być w listopadzie? A jak przy pełni księżyca? Jak otula to miejsce sobą barokowy czerwiec? A jak wybrzmiewa tu wiosna?
Przychodzili tu na plenery malarze z pobliskiej kolonii artystycznej. Malowali pełnię albo zaklęty czar przemijania. Długo opieramy się odejściu stąd. W miejscu trwogi odnajdujemy ukojenie. Ukłon w stronę jedności ciała i duszy.