Dziewiętnastoletni żołnierz wraca z wojny bez prawej ręki, jednak zamiast się poddać lewą sięga po pędzel. To, co Gerhardt Wilhelm von Reutern stworzył potem w małej wsi Willingshausen w środkowych Niemczech zmieniło historię europejskiej sztuki i otworzyło nowe artystyczne ścieżki.
Gerhardt walczył jako rosyjski oficer w słynnej
bitwie pod Lipskiem w październiku 1813 roku. Odniósł tam poważną ranę, która w 1814 roku zakończyła się amputacją całego ramienia. Na rekonwalescencję udał się do domu teściów brata – rodziny Schwertzellów – do Willingshausen. Gerhardt zamierzał wprawdzie wrócić do wojska, ale już w Lipsku powstały jego pierwsze szkice, wykonane lewą ręką. Gdy latem 1814 roku w Weimarze poznał Goethego, który zachęcał go do malowania i rysowania, najwyraźniej skorzystał z tej rady. Wracał do Willingshausen w 1815 i 1818 roku i podczas tych pobytów zaczął malować miejscowych rolników, służące i tradycyjne stroje regionu Schwalm. Tutaj poznał swoją przyszłą żonę Charlottę von Schwertzell, z którą ożenił się w 1820 roku i na stałe osiedlił w Willingshausen. Rysował i malował na zlecenie carskiej rodziny, dzięki czemu był niezależny finansowo. Jego obrazy do dziś wiszą w petersburskim Ermitażu.
W 1824 roku do Willingshausen przyjechał Ludwig Emil Grimm, brat słynnych bajkopisarzy i profesor Akademii Sztuk Pięknych, by studiować tutejszy pejzaż. Spotkanie obu artystów w zamku Schwertzell zaowocowało powstaniem pierwszej kolonii artystycznej w Europie, starszej nawet od słynnej Barbizon. To stąd wywodzi się tradycja malarstwa plenerowego w Niemczech.
Wieść o tym miejscu rozeszła się szybko. Przyjeżdżali artyści z całej Europy, ze Stanów Zjednoczonych, z Kanady. Spotykali się w niewielkiej pracowni – Malerstübchen, gdzie przy wspólnym stole biesiadowali, rozmawiali o sztuce i ... malowali drzwi. Dosłownie. Na drewnianych drzwiach pracowni Adolfa Linsa, zdobywcy medalu na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku, nagromadziły się z czasem dziesiątki motywów: gęsi, krajobrazy, zając palący fajkę, tańczące postaci, dzieci. Bezcenny i wyjątkowy obiekt kreatywności.
Kolonia artystyczna w Willingshausen przeżywała kolejne epoki: romantyzm, impresjonizm, ekspresjonizm. I trwa to do dziś. Od 1977 roku w dawnym domu von Reuterna działa muzeum, a w dobudowanej Kunsthalle odbywają się wystawy i kursy malarskie. Co roku przyznawane jest trzymiesięczne stypendium dla artystów, organizowane sympozja i spotkania twórcze.
Kolonia żyje własnym życiem, już nie artystów, mieszkających tu na stałe, lecz pamięcią o przeszłości. Warto tu przyjechać, obejrzeć aktualną wystawę, posłuchać opowieści przewodniczki, która od lat oprowadza gości po meandrach zgromadzonych obrazów i z dumą prezentuje malowane drzwi. I przejść się szlakami, przy których stoją sztalugi z reprodukcjami dawnych płócien i zobaczyć, jak pejzaż wyglądał oczami artystów sprzed dwustu lat. A jeśli masz ochotę to weź pędzel i namaluj go sam:)