Pruskie Ministerstwo Wojny miało w Tegel poligon strzelniczy należący do Komisji Badań Artyleryjskich, który szybko okazał się za mały i zbyt niebezpieczny w obliczu rozrastającego się w jego stronę Berlina. W 1871 roku zdecydowano się przenieść poligon w bezpieczniejsze miejsce – do lasów Kummersdorfer Forst. Żołnierze ćwiczyli tam precyzyjne celowanie, a wokół rozwijał się ośrodek badawczy, w którym testowano koleje przemysłowe i pojazdy silnikowe, motocykle, samochody ciężarowe i osobowe, pojazdy ciągnące oraz czołgi. Rozwijano tu również technikę rakietową, a w grudniu 1934 roku w Kummersdorfie przeprowadzono pierwsze udane próby ogniowe niemieckiego silnika rakietowego na paliwo ciekłe.
W 1938 roku do istniejącego i prężnie działającego ośrodka Verskraft włączono obszar wzgórz Schlageberge w Horstwalde. Naturalne pofałdowanie terenu wykorzystano do testowania pojazdów gąsienicowych, półgąsienicowych i z napędem na wszystkie koła. Wybudowano tory do prób pokonywania wzniesień, przeszkody do testowania zdolności wspinania się, baseny do sprawdzania zdolności brodzenia oraz tory do badania wykrzyżowania osi i elastyczności podwozia. W 1944 roku teren ten podniesiono do rangi wojskowej placówki badawczej zajmującej się czołgami i motoryzacją wojskową.
Żeby dostać się na teren ośrodka, musimy trochę pogubić się w lesie, pokręcić po okolicznych wioskach, zawrócić i w końcu dotrzeć pod szlaban. Umówiliśmy się na wizytę przez internet. Spontaniczne wejście nie jest możliwe. Po 1990 roku teren znalazł się w gestii Federalnego Instytutu Badań i Testowania Materiałów (BAM). W 1995 roku powstało stowarzyszenie Förderverein der Verkehrs-Versuchsanlage Horstwalde e.V., które dba o zachowanie historycznych torów testowych, organizuje zloty miłośników pojazdów terenowych i pokazy dla publiczności. Unikalna infrastruktura inżynieryjna została uznana za zabytek techniki.
I właśnie te tory jako pierwsze ukazują się naszym oczom. Asfaltowe wstążki, którymi poszyte jest niewielkie wzgórze.
Przed 1938 rokiem testy terenowe były … chaotyczne. Pojazdami jeżdżono po lasach i okolicznych wydmach. Naziści uznali, że to … nieefektowne. Stworzyli więc tutaj, w Horstwalde, specjalistyczny poligon do standaryzowanych testów pojazdów. Widniejące przed nami betonowe rampy o precyzyjnie wyliczonym kącie nachylenia są ich dziełem.
Nie wiemy o tym, gdy parkujemy przed rampami. Roztaczający się widok jest fascynujący. Matematyczna precyzja, dzięki której można było sprawdzać i porównywać możliwości każdego testowanego wehikułu. Z oddali rampy wyglądają jak gra planszowa. Wbiegamy na górę i dopiero stamtąd widzimy, z czym musieli i muszą mierzyć się kierowcy. O ile te po lewej stronie pokona każdy, o tyle te po prawej zioną niemal śmiertelnym nachyleniem. Instynktownie cofamy się o krok.
Zgłaszamy się do budynku, z którego wychodzi sympatyczny pan. Czeka na nas. Podjechał też samochód straży pożarnej, z którego wysiedli strażacy. Najwyraźniej wciąż odbywają się tutaj testy. Mężczyzna potwierdza. Firmy produkujące opony są ich stałymi klientami, mówi. Osoby prywatne również lubią wynajmować ośrodek, by sprawdzać możliwości swoich pojazdów.
Mężczyzna zaprasza nas do samochodu terenowego. Własnym autem nie wolno nam jechać dalej. Mówi, że za chwilę zrozumiemy dlaczego.
Wjeżdżamy w las. Gra muzyka i początkowo jest sielankowo. Zwyczajna leśna droga, promienie słońca między jeszcze zielonymi i już żółknącymi liśćmi. Tu i tam widzimy grzyby. Pytamy, czy możemy je później pozbierać. Tak, możemy, bylebyśmy nie wchodzili na trasę.
Po chwili dojeżdżamy do pierwszych przeszkód. Żwir, grube kamienie, droga w górę i w dół. Samochód osobowy nie miałaby tutaj żadnych szans. Terenówka kołysze się na wszystkie strony, ale pnie się pod górę. Później zjazd w dół i naszym oczom ukazuje się przepastna kałuża obok betonowego muru. Stamtąd jedziemy do kolejnej przeszkody leśną drogą, która przechyla się niebezpiecznie raz w jedną, raz w drugą stronę. Po chwili zamienia się w brukowaną. Garbów jest na niej mnóstwo, a do tego są gęsto rozmieszczone.
Na końcu dojeżdżamy do ramp. Trochę się boję, że wybierzemy tę najbardziej stromą. Jednak nie, pokonujemy środkową. Wystarczy wierzyć, że hamulce nie zawiodą.
Mężczyzna opowiada o działalności stowarzyszenia, o ogromnym zainteresowaniu i o tym, że dla indywidualnych turystów mają niewiele czasu, ale cieszą się, gdy ktoś do nich napisze. Poleca coroczne dni otwarte. Wizyta i przejażdżka nic nie kosztują, ale jest wyraźnie zadowolony z dobrowolnego datku. Mówi, że wystarczy im na parę tygodni na dobrą kawę.
Patrzę na rampy. Długo. Słońce przygrzewa, niebo jest wyraziście błękitne.
Horstwalde to infrastruktura, która powstała, by zapewnić Wehrmachtowi przewagę technologiczną na froncie. Ściśle tajny obiekt wojskowy, w pełni podporządkowany celom wojennym III Rzeszy. Sprawdzano tu możliwości pojazdów, które miały poruszać się w trudnym terenie. Niemiecka armia wykorzystywała między innymi terenowe Kübelwageny, ciągniki artyleryjskie Krupp-Protze, ciężarówki Opel Blitz i pojazdy półgąsienicowe serii Sd.Kfz. (Sonderkraftfahrzeug, czyli pojazdy specjalnego przeznaczenia). Wszystkie służyły do transportu żołnierzy, uzbrojenia i zaopatrzenia. Ich mobilność miała umożliwić prowadzenie wojny błyskawicznej (Blitzkrieg) na rozległych obszarach Europy, Rosji i Afryki.
W miarę przedłużania się wojny i pogarszania sytuacji na frontach rosło znaczenie zaawansowanych konstrukcji. Wśród nich znalazł się superciężki czołg Panzer VIII Maus, ważący 188 ton. Badano też ciężkie pojazdy do oczyszczania pól minowych (Minenräumerpanzer) oraz alternatywne układy napędowe wykorzystujące gaz generatorowy, gdy zaczęło brakować tradycyjnego paliwa.
Horstwalde służyło również jako ośrodek inżynierii wstecznej. Zdobyte pojazdy przeciwników – radzieckie czołgi T-34, amerykańskie ciężarówki Studebakery czy jeepy – porównywano z niemieckim sprzętem, szukając ich słabych punktów.
Polowe laboratorium dla pojazdów, które siały zniszczenie w całej Europie.
Po 1945 roku ośrodek „naturalnie” kontynuował swoją działalność. Początkowo zajmowała go Armia Czerwona, a od 1950 roku wykorzystywał go również przemysł motoryzacyjny NRD. W 1957 roku ośrodek przejęła Nationale Volksarmee (NVA), prowadząc tu badania techniki samochodowej.
Po 1990 roku historia złagodniała. Cały teren zdaje się być placem zabaw dla miłośników pojazdów terenowych. Członkowie stowarzyszenia to głównie starsi mężczyźni na emeryturze. Chętnie spędzają tutaj wolne weekendy. Angażują nieadekwatnie do wynagrodzenia.
Pruskie, nazistowskie, sowieckie, enerdowskie czy niemieckie – pojazdy testować trzeba. Byleby nie wykorzystywać ich do zabijania i zagrabiania nieswojego. Jednak ta oczywistość pozostaje w rękach człowieka i jego moralności.
Dualizm życia i naszych decyzji.