Geoblog.pl    mamaMa    Podróże    Jestem w podróży...choćby tylko w głowie 2021    Adda, Pollo, Speer i energetyka (pałace i dwory Brandenburgii)
Zwiń mapę
2021
06
lut

Adda, Pollo, Speer i energetyka (pałace i dwory Brandenburgii)

 
Niemcy
Niemcy, Demerthin
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 530 km
 
Mówiono o niej „jedyny mężczyzna Prignitz“. Miała 69 lat, gdy po 44 latach udanego prowadzenia gospodarstwa rolnego (uprawiała zboże, ziemniaki i buraki cukrowe, hodowała konie i wytwarzała alkohol) zabrano jej do niego wszelkie prawa. Nie wolno jej było się zbliżać na odległość 50 kilometrów. Nie wyjechała, jak wielu jej podobnych, na zachód Europy czy świata. Została w oddalonym o 60 kilometrów klasztorze żeńskim Stift Marienfließ w Stepenitz. Gdy umarła czternaście lat później, niejednemu mieszkańcowi Demerthin popłynęła zabroniona łza. Wielu pamiętało ją jeszcze, jak w 1901 roku jako 25-letnia wdowa przejmowała zarządzanie włościami. Zapewniała wielu pracę. Przeprowadziła gospodarstwo przez wojny i światowe kryzysy. Wstawiała się za Żydami w nazistowskich czasach. W czasie rozpraw sądowych zawsze broniła się sama.

Adda von Klitzing była ostatnią przedstawicielką zasiedziałego w Demerthin od 1438 roku szlacheckiego rodu, która aktywnie zarządzała starym lennem. Gdy jej 44-letni mąż tuż po ślubie, umarł, zakasała rękawy i kontynuowała rodzinną tradycję, czując się odpowiedzialną i za gospodarstwo i za ludzi z wioski. Dlatego ronili oni łzy, gdy w 1956 roku dotarła wiadomość o jej śmierci. W socjalistycznych księgach taki los jak jej zawarł się w lakonicznych notatkach o reformie rolnej i wywłaszczeniach pomiędzy 8 maja 1945 a 6 października 1949 roku. Ku chwale społeczeństwa i jego przywódców.

Theodor Fontane powiedział kiedyś podobno o pałacu w Demerthin, że jest jedynym w stylu renesansowym w Brandenburgii i tak się to zdanie do dziś powtarza. A to nie do końca prawda, gdyż pałac w Königs Wusterhausen na południe od Berlina też jest renesansowy. Za to ten jest jednym z nielicznych budowli świeckich tego regionu, które przetrwały do naszych czasów bez zmian. Z zewnątrz prezentuje się nie tylko jasno z powodu tak pomalowanej fasady, ale przede wszystkim wesoło. Jest w nim jakaś radość, lekka żartobliwość i zadziorność. W niepandemicznych czasach można codziennie zajrzeć do środka i zobaczyć niewielką wystawę w potrzebujących remontu wnętrzach. Póki co nie ma na jego użytkowanie nie tylko pieniędzy, ale i pomysłu. Na stronie towarzystwa przyjaciół poszukiwani są ludzie, którzy chcieliby wystawić tutaj swoje obrazy czy fotografie.

Pomimo przejmującego zimna postanawiamy pójść na spacer do pałacowego parku. To szumne określenie. Park niewątpliwie istniał, mając imponujący drzewostan, ale dziś to nie tylko zapuszczony, ale i zdewastowany kawałek lasu. I znów pomimo tego czujemy się przedzierając przez powalone pnie i pomiędzy chaszczami dobrze. Niewątpliwie jest w Demerthin pozytywna atmosfera. Piękny, typowy dla Brandenburgii kościółek z kamienia polnego, a tuż obok niego irlandzki pub z dystrybutorem Guinnessa przed drzwiami. Robi się nam ciepło na sercu.

Już w Demerthin można na tablicach informacyjnych dowiedzieć się o istnieniu w pobliskim Lindenbergu stacyjki kolejki wąskotorowej Pollo. Rzeczywiście wszelkie zdrobnienia pasują do tego miejsca idealnie. Rzewność, romantyzm, słodycz spływająca olejem w zwrotnicach, drobnostki, które układają się w kółko wąskich torów na łące. Malutka stacja rozczula gabarytami i widokiem na tory ciągnące się aż po horyzont. Przejmujący w lutym krajobraz. W przestrzeni wisi nadciągająca śnieżna burza, która ma przynieść syberyjskie mrozy. Kolejkę otwarto w 1897 roku, żeby dowozić i towary i pasażerów do stacji kolejowych na linii Berlin-Hamburg. Zamknięta w 1971 roku nie opuściła serc okolicznych mieszkańców, którzy nie chcieli wydać jej na stratę. Widzieli w niej spory kawałek ojczyzny, który oplótł region Prignitz swoją wąsko-żelazną siecią. Dbają o Pollo do dziś. Organizują przejazdy od wiosny do jesieni, imprezy, śluby i historyczne festyny. Pośrodku pól i niemożliwej przestrzeni zawiązał się kolejarski knot.

Po renesansowo-żelaznych wrażeniach przenosimy się do późnego baroku. Do Grube. I tam, w środku wsi, najpierw spotykamy poległych w czasie I wojny światowej, następnie najpiękniejszy kościółek Brandenburgii, a później ów barok.W jednym miejscu i w takiej odwrotnej kolejności. Barok nie wyprzedził rozsądku. I go nie zaprogramował.
Kościół w Grube jest z pruskim murem i jest najważniejszy. Wygląda jakby był z bajki. Rozmarzony i wytrwały na brandenburskiej prowincji. Przez wieki służył rodzinie zu Quitzow, która miała w środku swoje osobne pomieszczenie. Znajdujący się za nim jedyny w pełni zachowany dwór tej rycerskiej rodziny wybudowany na fundamentach starej posiadłości z odkrytą i do dziś istniejącą studnią z kamienia polnego z XIII wieku świetnie komponuje się w tle z całą wiejską zabudową. Jednak to w innej posiadłości owej rodziny przechodzą nas ciarki po plecach. Parę kilometrów dalej, w wiosce Sigrön, na uboczu stoi, kiedyś należąca do pałacu w Grube, druga posiadłość zu Quitzow. W latach 1376-1817 zarządzali okolicznymi włościami i musieli mieć znajomości w Europie, gdyż znaleziono porcelanę pochodzącą z różnych części naszego kontynentu. Od XIX wieku właściciele się zmieniali, aż jednym z nich został Robert Frank. Dyrektor generalny PreussenElektra, koncernu energetycznego, który po wielu fuzjach działa do dziś jako spółka akcyjna RWE. Frank do swojej śmierci w 1961 roku był renomowanym ekspertem w sprawach energetyki i współcześnie działa elektrownia nosząca jego imię: Robert-Frank-Kraftwerk Landesbergen nad Wezerą. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Nie byłoby, gdyby nie fakt, że właśnie w pałacu Sigrön swoje pierwsze zlecenie przyjął i wykonał Albert Speer, nazistowski architekt i minister uzbrojenia i amunicji w czasie II wojny światowej. Robert przyjaźnił się z Albertem. Oddał w jego ręce swój pałac, a ten poszerzył pokojowe drzwi, zamontował szerokie drzwi wejściowe ze szkła i wykonał reliefy na parterze. Gdy wojna miała się ku swojemu brutalnemu końcowi Robert udzielił Albertowi i jego rodzinie schronienia. Słynny architekt przywiózł ze sobą zrabowane przez nazistów dzieła sztuki, które zostały sprzedane na aukcjach za granicą. Na zewnątrz cieszący się szacunkiem ekspert energetyki Robert Frank, potajemnie zaangażowany był do końca swojego życia i w przyjaźń ze Speerem, i w handel zrabowaną sztuką.

Stoimy przed pałacem i robi się nam zimno. Budynek wygląda ładnie z daleka, z bliska zionie chłodem i jakimś niepoukładaniem. Po wojnie od 1948 do 1956 roku był tutaj dom dziecka, a od 1956 roku ośrodek wychowawczy dla trudnych chłopców. Można sobie tylko wyobrazić, co się tu działo, ile cierpienia zawarło się w ścianach, które kiedyś dotykał i zmieniał architekt obozów śmierci. Szybko stąd uciekamy. I jakby na potwierdzenie wrogości zajeżdża nam drogę jeep z brodatym mężczyzną w środku. Opuszcza szybę zmuszając mnie do zrobienia tego samego. Zadaje pytanie, które w języku niemieckim może mieć dwa znaczenia: „Woher kommen Sie?” czyli albo skąd jesteście albo skąd przybywacie. Jako cudzoziemcy automatycznie interpretujemy to pytanie w pierwszej wersji, czym rozdrażniamy samych siebie. Nie będzie nas przygodny, zastawiający drogę wyjazdową człowiek pytał o pochodzenie. A że Niemcy boją się jak ognia posądzenia o ksenofobię, pan ustępuje nam z drogi. Dopiero następnego dnia rano (mając wolną od innych myśli i zadań chwilę) dotarło do mnie, że on zwyczajnie pytał o to, czy wyjeżdżamy właśnie z jego posiadłości. Przedstawił się jako jej właściciel, a że zamontowane były czujniki szybko przyjechał sprawdzić, czy to nie być może ludzie szukający opuszczonych miejsc. Miał szczęście, że pałac zmroził naszą pasję i zniechęcił do eksploracji;)

Stamtąd na chwilę zaglądamy do potężnego Plattenburg, starej letniej rezydencji biskupów havelberdzkich. W niedalekiej przyszłości zostanie i ona opisana na Geoblogu.



 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (48)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
Danach
Danach - 2021-02-14 17:30
Nie opuszcza Was pasja odkrywania nowych miejsc nawet w czasie pandemii brawo ! Tyle ciekawych miejsc jest do odwiedzenia a spotkanie z właścicielem niesamowite
 
mamaMa
mamaMa - 2021-02-14 18:37
Nie ma powodów, żeby pasja nas opuszczała. Najbardziej nam się podoba, że bardzo rzadko na tych trasach kogoś spotykamy;)
 
marianka
marianka - 2021-02-15 20:24
Dwa pałace i dwa tak odmienne odczucia :)
A historia o pani Addzie wspaniała - uwielbiam opowieści o silnych, inspirujących kobietach!
 
zula
zula - 2021-02-17 09:49
Pani Adda to przykład kobiety do naśladowania...tak w zwykłym życiu gdy ogarniają smutki i kłopoty.
Lubie Twoje zdjęcia - wybieram zawsze to ,,jedno,,,które poruszyło .Dziś wybrałam drogę- mokrą ,pokarbowaną i czarną
Kolejka z ...,,kolejarskim knotem,,... to atrakcja i pewno wielka!
Pozdrawiam
 
 
mamaMa
Anna M
zwiedziła 17% świata (34 państwa)
Zasoby: 1277 wpisów1277 5141 komentarzy5141 19179 zdjęć19179 1 plik multimedialny1